O wszystkim, z niewielką dozą jadu
czwartek, 17 sierpnia 2017
Biec albo umrzeć - Kilian Jornet

240 stron

Książkę pożyczył mojemu Mężowi nasz biegający kolega

 

Książka jest o bieganiu (a to niespodzianka, po tytule nikt by się nie domyślił;), ale o JAKIM! Chłop jest jak maszyna, nie do zdarcia. I dobrze się to czyta, bo nie jest napisana pompatycznym stylem uwaga, odsuńcie się, mistrz nadchodzi (chociaż spokojnie mógłby, bo osiągnięcia ma naprawdę grube), tylko opowiada, jak płakał ze szczęścia 20 km przed metą, jak pięknie wyglądały gwiazdy na niebie, kiedy biegł nocne odcinki albo jak zatrzymano go na 20 minut (za karę:), bo podczas Ultra Trail du Mont Blanc kibice na którymś odcinku biegli z nim przez kilkaset metrów, co organizatorzy uznali za pomoc :).

Fajna książka dla tych, którzy biegają i dla tych, którzy nie biegają.

Ona jest o tym, że trzeba wychodzić z domu i ŻYĆ.

Bo to, co zostanie nam w głowie, to to gdzie MY byliśmy i to, co MY przeżyliśmy, nie to, co widzieliśmy na fejsbuku, ani nie to, co przeżył nasz mąż/żona/ktoś.

środa, 16 sierpnia 2017
Najlepszy

Background: na ekrany polskich kin wchodzi 'Najlepszy' z Gierszałem, o polskim sportowcu, który trzasnął podwójnego Ironmanna.

 

...tymczasem na stadionie przy hali lekkoatletycznej

Sobota, 10 rano.

Zamiast spać, jak normalni ludzie, popierdalamy, już któryś raz, wzdłuż boiska różnymi typami słupów, zlani potem oczywiście.

Podczas jednego z przelotów biegnąca żona krzyczy do swojego biegnącego męża:

- Idziemy do kina na 'Najlepszego'?

- Po co - odkrzykuje mąż - najlepszego masz w domu.

I wszystko w temacie :)

piątek, 11 sierpnia 2017
Niewidzialne Granice - Kilian Jornet

235 stron

Książkę pożyczył mojemu Mężowi nasz wspólny kolega. Kolega, który jest biegaczem przez duże BE; niedawno, na przykład, przeleciał 120 km w Dolomitach. Czyli rzeźnik :)

Nie słyszałam wcześniej o autorze, a za książkę zabrałam się dlatego, że nie miałam do czytania już nic swojego. No i ten Djokovic mnie przecież zamęęęczył ;). 

Koleś jest, to make long story short, wściekły. Wrzuciłam go sobie w googla i zbladłam :)  - sami zobaczcie co on wyprawia :)

Historia jest o tym, jak Jornet,  chcąc się otrząsnąć po śmierci swojego przyjaciela, postanawia ruszyć do Katmandu, stamtąd do wioski Kyanjin, żeby następnie (nuda) z ośmiotysięcznika Gosainthan zjechać na nartach. Z minimalną ilością jedzenia i sprzętu, żeby było ciekawiej. 

BARDZO się to dobrze czyta i to którędy idą, jak idą zmusza czytającego do generowania 'WOW' wypowiadanego w myślach raz po raz.

I jest mnóstwo fajnych przemyśleń, na przykład takich:

'Marzenia stają się rzeczywistością, kiedy ryzykujemy ich realizację, a nie kiedy na starość przypominamy sobie o marzeniach, które kiedyś mieliśmy.'

'T - A = 0, czyli  Talks minus action equals zero' (trza działać, a nie siedzieć i pierdolić - tłumaczenie moje :)

'Szczęście jest jak uchwyt, którego szukasz, a kiedy już go masz, nie zdajesz sobie z tego sprawy. To działa wstecz - uświadamiasz to sobie dopiero po czasie. Szczęście możesz znaleźć w każdym miejscu, ale trzeba umieć je dostrzec, wiedzieć, że je masz.' Stephane Brosse

Warto przeczytać, nawet jeśli jest się lichym biegaczem, jak ja :)

środa, 09 sierpnia 2017
Serwuj, aby wygrać - Novak Djokovic

190 stron, z czego 10 stron to przepisy, które pominęłam

Książka mego Męża.

 

Książka o tym, jak chłop zaczął się zdrowo odżywiać, odzyskał siłę fizyczną i psychiczną.

Przez całe życie wcinał pizzę, a potem się kapnął, że zakleja go gluten i z tym skończył.

Fajnie, że skończył.

I podobno napisał inne książki, NIE o jedzeniu.

No mam nadzieję, bo po przeczytaniu tej miałam takie wrażenie, że jakby zacząć z nim gadać, po 2 minutach rozmowy z KAŻDEGO tematu zejdzie na Muesli Super Bowl, komosę ryżową i bezglutenowy makaron. ZA DUŻO trucia o żarciu jak dla mnie.

Ale, jak wspominałam, nie miałam już zupełnie co czytać, to i za tą się wzięłam.

Żarcie, owszem, ważne, ale bez przesady :)

Jak dla mnie paluch w dół.

niedziela, 06 sierpnia 2017
Zapisane w kościach - Simon Beckett

330 stron

Książkę dostałam od Teściowej I i to był BARDZO dobry kryminał, więc go nigdzie nie zostawiam, tylko zabieram z powrotem i zaraz komuś pożyczę, niech leci w obieg, bo dobry :).

Historia jest taka, że doktor David Hunter zostaje wezwany na Runę, małą wysepkę w przysłowiowej dupie, z powodu morderstwa. Kryminał, a tu taka niespodzianka, prawda? ;) Morderstwo jest o tyle dziwne, że znaleziono spaloną osobę, ALE spaloną tak, że spaliła się tylko ona (bez jednej ręki i stóp) i w zasadzie nic obok i nic nad nią. Ponieważ Hunter jest antropologiem sądowym, wzywają go, żeby zbadał o co kaman.

I historia zaczyna się kręcić. Jest dużo wątków, jest wielu podejrzanych i naprawdę ciężko zgadnąć jak rzecz się skończy.

Nie piszę nic więcej, bo może ktoś będzie chciał przeczytać.

Naprawdę dobra.

Teraz na chwilę dość kryminałów oraz pytanie CO ja teraz będę czytać, bo jeszcze dwa dni wakacji, swoje wszystkie książki już przeczytałam, zostają mi więc książki mojego 11-letniego Syna, albo mego Męża. 

Nikt nie mówił, że będzie łatwo :)

piątek, 04 sierpnia 2017
Za zamkniętymi drzwiami - B.A. Paris

300 stron

Książkę dostałam od Teściówki I (bo mam dwie, przypominam).

Pomimo, że opis na  okładce głosi, że jest to O-Jezu-światowy-bestseller, to treść nie bardzo na to wskazuje pluz po przeczytaniu kilkudziesięciu stron można przewidzieć końcówkę.

Historia jest następująca: kobita (Grace) ze swoją siostrą z zespołem Downa (Millie) są w parku, przygrywa muzyczka, Millie sobie tańczy i nagle zjawia się czarujący, cudowny pan (Jack), który prosi Milie do tańca. Jack jest chodzącym bóstwem, wspaniałe maniery, wygląd fotomodela i do tego wzięty prawnik, ofkors bogaty.

Od razu podejrzana jest ilość superlatyw w jednej osobie (aż do wyrzygania) i wiadomo, że wkrótce coś jebnie.

Następuje to dzień po ślubie Jacka z Grace, kiedy się okazuje, że Jack przy wszystkich swych bóstwianych cechach jest również psychopatą. A to niespodzianka. Oczywiście każe Grace zrezygnować z pracy i ją więzi i tłamsi i dręczy psychicznie oraz fizycznie. 

Większą część książki stanowią opisy jak on ją i dręczy i gdzie i człowiek ma chwilami w tyle głowy myśl: 'masz babo, coś chciała'. Na szczęście przy końcu akcja przyspiesza i chociaż tam jest ciekawie.

Można przeczytać, ale jeśli ktoś czeka na skomplikowany kryminał, gdzie prawda wyjdzie dopiero na przedostatniej stronie, to nie w tym przypadku.

Dobra na wakacje, bo czyta się szybko i nie trzeba za bardzo angażować mózgu :).

Ponieważ jestem obecnie na Słowacji i zatrzymałam się w pensjonacie, gdzie jest biblioteczka z książkami, które goście mogą pożyczać, ta książka tu zostanie. Może ktoś inny się nią zachwyci - mi nie wyszło.

I wcale nie dlatego, że to książka od Teściowej :).

czwartek, 03 sierpnia 2017
Stulecie Winnych - ci, którzy wierzyli - tom III - Ałbena Grabowska

320 stron

Książka pożyczona od Lasoty

Mam wakacje, jechałam na Słowację jako pasażer, więc książkę skończyłam :).

W tym tomie pojawiają się nowe bliźniaczki - Julia i Urszula, córki Basi, a w komplecie do nich kolega Jeremi, dla przyjaciół Jarek i już te 3 osoby w zasadzie wystarczają, żeby się historia elegancko kręciła. Do tego mamy jeszcze stan wojenny oraz Winnych mieszkających w Pruszkowie, czyli nudy nie ma. 

Już wspominałam, że dobrze się to czyta i szybko. 

Znów polecam :).

sobota, 29 lipca 2017
Stulecie Winnych - ci, którzy walczyli (tom II) - Ałbena Grabowska

296 stron

Książkę mam pożyczoną od Lasoty.

Bardzo, BARDZO rzadko zdarza mi się taki dzień, że nie ma mojego Syna, Męża, a ja mam wolne, nie mam nic do roboty i mogę czytać książkę. 

Ale czasem się udaje :) I taki właśnie dzień był wczoraj. Skończyłam 'Blackout', i zabrałam się za II tom Stulecia Winnych i dziś rano skończyłam :).

Jest to dalsza cześć losów bliźniaczek Mani i Ani. II wojna, nowe wyzwania, nowe problemy, nowe dzieci ale i nowe śmierci, niestety. Historia wciągająca, już zaczęłam III tom, szkoda, że ostatni.

Książkę przeczytała też moja Mama, Bratówka oraz koleżanka z biura, wszystkie zachwycone :).

Więc wszystkim kobitkom polecam. Facetowa książka to raczej nie jest... Ale można sprawdzić :)

piątek, 28 lipca 2017
Blackout - Marc Elsberg

783 strony

Książkę dostałam od Doroty z pracy, 'bo przeczytałam i już jej nie chcę'. Więc wzięłam :)

Jest to czarna wizja przypadku, kiedy w Europie zaczyna brakować prądu. Nie na 5 godzin, ale na wiele dni. Nie ma jedzenia, nie działają komputery, nie da się naładować telefonu, ani spuścić wody w kibelku. Opcji 'wezmę prysznic' również brak. Niewesoło.

Na szczęście jest pan Włoch - Piero Manzano, który wpada na pomysł, że ktoś gmerał coś przy kodach w licznikach energii i to jest dobry trop. Trop jest dobry i wie to Manzano, ale zanim inni uwierzą i zobaczą to, co on widzi, potrzeba czasu i energii.

Dobra historia.

Elegancko pokazuje jak bardzo jesteśmy obecnie uzależnieni od prądu i w tyle głowy pojawia się myśl, że gdyby go zabrakło, wizja z Blackoutu wcale nie byłaby taka nierealna...

czwartek, 20 lipca 2017
Interwały

Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, że może spróbuję interwałów. Dla niewtajemniczonych, polega to, w dużym skrócie, na biegnięciu raz szybko, a raz wolno, żeby tętno raz było wysokie, a potem żeby spadało, żeby się organizm umiał zregenerować. 

Najlepiej czynić takie wygibasy na terenie płaskim, co w naszym mieście jest dość słabe do ogarnięcia, bo u nas nie ma płaskich nawet 3 kilometrów po rząd, no może parking przy Tesco ;). Zostaje więc stadion. Jest taki jeden w mojej okolicy, który jest, generalnie, stary i do remontu, ale ludziska i tak tam ćwiczą/grają w piłę. Pomyślałam więc, ze to będzie dobre miejsce na INTERWAŁY PO RAZ pierwszy, jak będę charczeć, to się przynajmniej nikt się na mnie gapić nie będzie. I poleciałam.

Najpierw 3 kilosy rozbiegówki, wpadam na stadion i już widzę, że moje tajne bieganie w samotności się udało: 2x2 drużyny grają w piłę, a jakaś dziewczyna skacze po schodach i biega. Do tego z 20 osób ogląda mecze, a dzieci zbierają kwiatki. Czyli wypas. 

Nic to, mówię, jak już przylazłam, to polatam, bo zebranie się na ten stadion zajęło mi chyba miesiąc, bo zawsze, kurwa, coś :).

Myślałam, że będę wzbudzać jakieś zainteresowanie, tymczasem (bardzo fajnie) się okazało, że każda ćwicząca grupa ma wszystkie inne ćwiczące grupy w dupie :) Rozkręciłam się przeto i latałam jak wściekła, a potem zwalniałam, rzucałam butelkę z wodą w trawsko, potem ją znajdowałam i nikt się nie dziwił :). Potem przylazł jeszcze jakiś chłop, więc wszyscy z trójkę (z tą dziewczyną w sensie) lataliśmy sobie wokół grających piłkarzy :).

Sportowcy wiejscy na start, jak mawia ma Matka Teresa :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 93
Liczba odwiedzających: