O wszystkim, z niewielką dozą jadu
poniedziałek, 22 maja 2017
Rozum odebrany :)

Dochodzę do wniosku, że chyba odebrało nam rozum. Mnię i mojemu Mężowi - w sensie.

Zamiast na stare lata siedzieć w domu, uprawiać ogród i malować pejzaże akwarelami, my zapisaliśmy się na BIEG GLADIATORA, gdzie, między innymi,  w bagnach pokonuje się przeszkody, wspina się na różne ustrojstwa i tarza po ziemi. 

Nie wiem, czy po tym biegu jeszcze kiedykolwiek uda mi się odbudować wizerunek dostojnej damy, jaką, przecież, jestem :)

niedziela, 14 maja 2017
25

Lubię biegaczy :)

To wesoła grupa, która sama sobie zapłaci za to, żeby, na przykład, lecieć 25 km po górach, ciesząc się i na starcie i na mecie.

Dziś część moich znajomych biegła przedłużony półmaraton górski, bardzo radośnie, bo część trasy biegli we wściekłem słońcu, a potem w bagnie, bo przyszła burza. 

To nie dystans / trasa dla mnie, ale punkt 10:00 byłam na mecie, żeby wrzasnąć 'powodzenia' i cyknąć foto, bo ich lubię, krejzoli :)

 

Potem poszłam biegać sama.

Nie po górach, ale postanowiłam przebiec więcej jak 21,1.

W wozie technicznym jechał za mną/przede mną mój Mąż, dodając otuchy (lub wody :).

Dystans 25 km przebiegłam, część również w burzy, ale przecież trza być twardym, a nie miętkim.

Biorąc pod uwagę, że w piątek dygnęłam 3 dychy po górach na rowerze, a wczoraj zapierdalałam 5h w ogródku, jest bardzo dobrze :).

Zobaczymy co będzie jutro ;)

poniedziałek, 08 maja 2017
3 w 1

Kiedy wsiada się na rower po dłuższej przerwie, a jest się i rowerzystą i biegaczem i kierowcą, warto pamiętać o dwóch sprawach:

1) trzeba jechać PRAWĄ stroną, bo, co prawda, nie jest się samochodem, ale prawie,

2) hamulcem rowerowym NIE DA się wrzucić migacza, nawet jak się skręca (jednak zdarza mi się spróbować, tak zachęcająco odstaje :)

czwartek, 04 maja 2017
Reszty nie trzeba

Nasz słoik, do którego wrzucamy po zecie za przekleństwo, zdziałał cuda. Poziom naszego DRAMATYCZNEGO już przeklinania znacznie spadł, a z zebranej kasy dołożyliśmy sobie dychę do radia oraz 2 dychy poszły na nowe doniczki do biura (w końcu jest wiosna, czy nie?:)

To, że poziom przeklinania spadł nie znaczy, że zaprzestaliśmy procederu. My to przeklinanie mamy chyba na twardym zapisane i jak człowiek się na chwilę zapomni i polecą odzywki bezwarunkowe, to zaraz potem słychać w słoiku brzdęknięcia :).

Ale dziś nie o tym.

Ostatnio Olek przeklął, więc, posłusznie wstał i ruszył do słoja z dwuzłotówką. Nasz automat, wiadomo, wydaje resztę (trzeba sobie zet wygrzebać, jak się wrzuci dwójkę:). Wpadła więc dwójka i zaczął sie projekt RESZTA. Słoik nie jest zbyt duży, a paluchy Olka raczej są, więc sprawa nie jest łatwa. Słoik akurat znajdował się na moim biurku (przypadek), więc klepiąc na kompie jednym okiem podziwiam walkę kolegi. Mijają sekundy, minuta już pewnie pyknęła, tymczasem, w słoiku, bez zmian, 2 złote oraz paluchy Olka. Grzebie i grzebie i grzebie aż w końcu słuchać:

- Kurrrrrrrrrrrrrwa!

I już :)

Reszty nie trzeba:):)

poniedziałek, 01 maja 2017
37%

Niedawno podano w mediach, że tylko 37% naszych rodaków czyta książki. O, to miło, sobie pomyślałam, że się w owych procentach znalazłam :)

Moim zdaniem jedną z fajniejszych rzeczy w czytaniu książek, oprócz samego czytania, rzecz jasna, jest ich obieg. Wynikiem tego jest to, że nie chodząc do biblioteki, zawsze mam cały stos do przeczytania, bo jak się jest w grupie czytającej, to kiedy ktoś coś fajnego czyta, to zaraz mówi, że pożyczy i potem pożycza:). 

No a jak już się tego pożyczeńca przeczyta, to, przecież, trzeba go omówić koniecznie. 

Ostatnio miałam wesołą historię książkową, gdyż spotkałam mamę mej Sąsiadki w lumpexie. Owa mama to osoba, z którą pożyczamy sobie książki i ona mi ostatnio mówiła, że czyta Koftę (już przeczytała i zostawiła mi ją u Sąsiadki:) oraz mówiła, że próbowała czytać 'Małe Życie' Hanya Yanagihara. To 'Małe Życie' leży już wypożyczone u mej Matki Teresy (bo czasem daję jej listę książek, którą bym chciała przeczytać niekoniecznie je kupując i ona z tą listą leci do biblioteki i czasem coś się uda zdobyć:). Mama Sąsiadki powiedziała, że dobrnęła do strony 90-tej (z jakiś siedmiuset) i rzecz porzuciła, bo już nie mogła. 

Ale ja się i tak za to 'Małe Życie' zabiorę, ale nie teraz, bo czytam pożyczonego 'Mock''a Krajewskiego, a potem będę czytać 'My name is Sam', bo przyjaciel mojej koleżanki, któremu zawsze kibicowałam we wszystkim co robi, choć osobiście się nie znamy, napisał książkę dostałam egzemplarz (z dedykacją:).

Zmartwił mnie więc fakt, że 'Małe Życie' ma 700, ja mam 2 książki do przeczytania przed nią i Teresa ma matka na pewno do tego czasu zwróci ją do biblioteki. Niepotrzebnie, okazało się, gdyż koleżanka Sąsiadki (tej, u której czeka na mnie Kofta:) 'Małe Życie' kupiła, przeczytała i u Sąsiadki na zawsze zostawiła :). Będzie na mnie czekać i będę sobie ja mogła czytać długo :) Fajnie.

Kolejna w kolejce jest 'Blackout', też z cyklu przeczytana i zostawiona na zawsze, którą dała mi koleżanka z zaprzyjaźnionego działu, bo z inną koleżanką z tegoż działu wymieniamy sobie książki, które czytają nasze dzieci :).

Więc ruch w interesie jest. W 37% dokładnie :)

wtorek, 25 kwietnia 2017
Kartoflada - Tomasz Piątek

430 stron

Książkę dostałam od mojej Teściowej II na święta chyba, która, dając mi ją, rzekła: 'Zaczęłam kawałek czytać. No nie wiem...'

Gdybym miała ją pokrótce podsumować w poniedziałek, kiedy można kląć (u nas w biurze:), powiedziałabym, że jest popierdolona (zdrowo), ale że dziś jest wtorek, muszę powiedzieć, że jest absurdalna. 

Jest to książka [krętej, trudnej i wiecznie się gubiącej] drogi. Panowie Nadleśniczy oraz Pietuch pędzą w ślad za przesyłką dla Pietucha, która to ma diametralnie zmienić jego życie (ale nie mogą jej złapać, bo ona jest zawsze NIE tam gdzie oni) podwożąc po drodze różnych ludzi, jednym z których jest Kartofel. 

Rzeczony Kartofel podczas podróży opowiada historię swojego życia, która jest dość dramatyczna i mocno popaprana. Ale, w przeciwieństwie do historii życia Nadleśniczego i Pietucha (przynajmniej do jakiegoś momentu), zdaje sie mięć jakiś sens. 

To, co sensu ma znacznie mniej, to rozmowy Pietucha i Nadleśniczego na tematy różne. 

Jednak, choć nie mają sensu, znajdują się w nich treści wzniosłe, jak na przykład: "Przester mówi, że prawdziwy upał jest wtedy, gdy zrobiłbyś loda za loda". (cudne :)

Hm. I teraz nie wiem: raczej bym tejże Kartoflady nie polecała jakoś szalenie, ale chyba bym jej też nie odradzała. 

Trza działać na własną odpowiedzialność w tym przypadku :)

sobota, 15 kwietnia 2017
Ciężka praca Brat-owa

Niedawno mój Brat wpadł do mojej Mamy pomalować jej przedpokój i pokój. Zrobił to starannie i szybko. 

Matka Teresa relacjonuje mi później całe zajście:

- Wiesz, on to tak szybko robił, i tak tu malował i latał, że aż musiałam się położyć.

Ciężka praca męczy. Nawet czyjaś ;)

czwartek, 13 kwietnia 2017
Przebrana miarka

Dziś w biurze uznaliśmy, że poziom naszego przeklinania przekroczył wszelkie dopuszczalne granice (już dawno) i że trzeba się w końcu ogarnąć. 

Z tego powodu powstał słoik, do którego, za KAŻDE przekleństwo, trzeba wrzucić zeta :). Postanowiliśmy, że zakaz przeklinania będzie obowiązywał od wtorku do piątku. W poniedziałek, kiedy przychodzi najwięcej zamówień i klienci najbardziej nas wkurwiają (1 zł), zostawimy sobie po staremu. 

Projekt ruszył o 11 czasu lokalnego. Do 16:30 mieliśmy 8 zł :).

Oczywiście już pojawiły się pomysły, żeby słoik (mamy taki jak połowo tego od ogórków) wymienić na taki wielki, jak na ogóry małosolne. I, oczywiście, jak projekt ruszył, natychmiast polecieliśmy na stołówkę rozmienić kasę. Na złotówki, rzecz jasna :)

Ponieważ po drodze wypada poniedziałek wielkanocny, kolejny dzień, kiedy będzie można przeklinać w pracy to 24/03.

Kurwa (1 zł).

środa, 12 kwietnia 2017
Zszywka

Lubię polski język. Te proste słowa, które są w stanie wyrazić tak wiele...

Do rzeczy:

Obok naszego biura jest sala konferencyjna. Niedawno, przy okazji audytu przyjechał bardzo ważny pan z centrali i zasiadł tamże. Kierownik, który mu na tym audycie towarzyszył, przyszedł do nas do biura z prośbą, czy może skorzystać z drukarki, bo ten pan pragnął coś wydrukować.

Ponieważ nie znaliśmy kolegi kierownika dobrze, w razie czego postanowiliśmy dla niego mili. No więc kolega drukuje, spozieramy na niego, czy wszystko ok, kolega te kartki wyjmuje i porządkuje.

- Może chcesz na to koszulkę? - pytamy

Kolega zerka na te kartki, na nas i rzecze: 

- E, nie. Zszywką mu to jebnę.

 

:)

wtorek, 11 kwietnia 2017
Gen humanistyczny odziedziczony :)

Jakiś czas temu Syn opowiada:

 

- Mamo, a dziś była kartkówka z polskiego...

- I?

- No ja o niej zapomniałem...

- I???

- Szybko nauczyłem się na przerwie.

- I?

- Druga ocena w klasie!

 

Yes :) Znaczy, Chłop ogarnia :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Liczba odwiedzających: