O wszystkim, z niewielką dozą jadu
wtorek, 19 czerwca 2018
Biega-czka

Nie nie, tym razem to nie opis kolejnej książki, gdyż ostatnio głównie biegam :)

Koronne półmaratony ułożyłam sobie tak, że leciałam dwa, tydzień po tygodniu: najpierw Grodzisk, który wspominam dość CIEPŁO, gdyż w piątek o 20:30 było 33,5 stopnia, natomiast rano, o 8:30 29,5. Przy zachmurzonym niebie. Start był o 9:00, na 5 km słońce wyszło i wesoło świeciło już do końca. Na szczęście nie wiem ile wtedy było stopni.

Tak sobie spaliłam plecy, że w pracy koleżanki pytały czy byłam na basenie :)

Wrocław tez był ciepły, ale nie aż tak, no i słońce nie waliło w gały, bo była noc. Uff :)

Jeszcze Wałbrzch w sierpniu, jakoś nie przewiduję, że zmarznę :)

Ale ja nie o tym, choć też o biegach.

W pracy mamy przerwę między 12 a 13, podczas której [zazwyczaj] biegam.

Dziś jednak nie biegałam, tylko odbierałam od szklarza lustro. Odebrałam je, wracam do roboty. Strażnik na to:

- Jak to! Dwunasta a pani jeszcze nie przebrana!?

 

Wygląda na to to, że pierwsze skojarzenie strażników z moją osobą to biegowe gacie ;)

niedziela, 03 czerwca 2018
Ania - Grzegorz Kubicki Maciej Drzewicki

385 stron

Książkę pożyczyła mi Paulina

Z literackiego puntu widzenia, nie jest to, moim zdaniem, arcydzieło. Ale postać Ani Przybylskiej, którą ta książka tworzy, wydaje się być prawdziwa.

Jedyny film, jaki z nią widziałam to 'Sęp' i nie byłam szczególnie zachwycona (pamiętam, że zwróciłam uwagę na to, że ona jest tam trenerką kick-boxingu, a biega tak, jakby biegła przez łąkę po polne kwiatki;), ale kobita przewijała się w życiu nas wszystkich, bo była na bilbordach - na pewno kojarzymy ją wszyscy z reklam ASTORa i CCC. Jednego na pewno nie można jej odmówić - że była piękna.

Mi się zawsze wydaje, że jak ktoś jest taki piękny, to nie może umrzeć, bo ta jego uroda jest równie wielka jak on. Dlatego śmierć Patricka Swyze, Ani Przybylskiej czy mojego sąsiada z 6 piętra (z czasów blokerskich) wprawił mnie w największe osłupienie. Że jak?

Przybylska musiała być szalenie wesołym i 'do rany przyłóż' człowiekiem. Bez zadzierania nosa i pokazywaniu się na salonach. Była mega charyzmatyczna, ludzie do niej lgnęli, fajny człowiek.

Ech, tylko 35 lat :(.

Ciepła książką, dobrze się czyta.

czwartek, 31 maja 2018
Harry Potter i Książę Półkrwi - J.K. Rowling

698 stron

Dramatycznie kończy się ta część, bo ginie Albus Dumbledore :(. No i jak niby Hogwart ma dalej bez niego istnieć?

A to taaaki fajny czarodziej był!

W VI części również dowiadujemy się co nieco o życiu Toma Riddla, ciut o Horkruksach, a Harry staje się mistrzem eliksirów dzięki Księciu Półkrwi.

No i zaczyna chodzić z Ginny :)

 

Chylę czoło przed pomysłem pani Rowling, bo historia NAPRAWDĘ jest dobra i plecie się wcale nie gorzej jak w Millenium Stiga Larssona.

Mam jeszcze VII + VIII część, ale zanim z nimi ruszę - krótka przerwa: mam biografię Ani Przybylskiej i Bardo Szpili :).

piątek, 25 maja 2018
Są wciąż dobrzy ludzie na świecie

Wczoraj mój Syn wyrżnął się na rowerze.

Nic poważnego mu się nie stało, ale rozwalił sobie łokieć i z tym rozwalonym łokciem najpierw zadzwonił, a potem poleciał do mej Matki Teresy, która wystąpiła w roli stacji opatrunkowej.

Łokieć został opatrzony, ale telefon w tajemniczych okolicznościach przyrody zniknął. 

Przejrzeliśmy wszystkie podejrzane miejsca, w których mógł się ukryć (bez sukcesów), więc, niewiele myśląc, dzwonię na Synowy telefon.

Odbiera chłop:

- Dzień dobry! Ja czekałam na telefon, bo ja ten telefon znalem. Koło żabki. 

- O, to bardzo się cieszę - mówię - bo to telefon mojego Syna. Jak mogę go odebrać?

- Jak pani będzie za 10 minut koła żabki, to ja też będę. Chyba, że potrzebuje pani więcej czasu.

- Nie, dzięki, za 10 minut będę.

 

Przybyłam i facet mi telefon oddał. Wiadomo, nie był to najnowszy ajfon, tylko starszawy samsung, ale już smarfton :).

Ale mógł nie oddać, nie?

Fajnie jednak, że oddał:)

Klasyk

Z rzeczy, które by mi się przydały (nie, że wcale nie mam - wiadomo - ale albo mało albo brzydkie albo coś) to torba i jakaś bluzka z krótkim rękawem.

Więc poleciałam do sklepu.

I kupiłam co?

Buty :)

Brawo ja, pani tfu, tfu planistka ;)

środa, 16 maja 2018
Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa - Haruki Murakami

350 stron

Książkę mam od mej Matki Teresy, a ona ma ją z biblioteki :)

Fajna spokojna opowieść, dobrze mi się czyta Murakamiego.

Historia jest o facecie, Tsukuru Tazakim, kawalerze, lat 36, który mieszka w Tokio i buduje dworce kolejowe.

To, jeśli chodzi o teraz.

Jednak 16 lat temu Tsukuru był członkiem pięcioosobowej grupy przyjaciół, z której go wyrzucono, bez podawania powodu, niestety. Tsukury przeżył to ciężko, miał nawet w planie targnięcie się na własne życie, ogarnął się jakoś jednak.

Teraz poznaje dziewczynę, Sarę, która nakłania go do wyjaśnienia sprawy z przeszłości. Sama znajduje mu informacje o dawnych przyjaciołach: Czerwonym, Niebieskim, Czarnej i Białej, ale resztę Tsukuru musi zrobić sam: wybrać się do Nagoi, a nawet do Finlandii.

Dobra naprawdę - polecam.

 

niedziela, 13 maja 2018
Błogo[ść]

Kiedy człowiek żyje tak jak ja, czyli wstaje 5:45 i potem ogień i zawsze ma się w bani długą listę TO DO i zazwyczaj, mimo wielu pozycji odhaczonych, i tak z wieloma jest się w czarnej, miło od czasu do czasu zbastować.

Zrobić sobie relax i detox :)

I przełączyć się na tryb jem-śpię-czytam-jeżdżę-na-rowerze :)

Boski czas.

Zapytam Kierownika, czy nie mogłabym w tymże trybie pracować ;)

poniedziałek, 07 maja 2018
Nie opuszczaj mnie - Kazuo Ishiguro

319 stron

Książkę pożyczyła mi Dziunia, czyli Teściówka II :)

Och och, no i któż by pomyślał, że zemnie taka wielka czytaczka japońskich pisarzy się, prawda zrobiła? Przez lata tylko krzyż i czosnek, jeśli o czymkolwiek japońskim ktoś wspomniał, a teraz proszsz, Isiguro czyta, hondą jeździ, rodzinę na sushi zaprasza, a kolejny Murakami już czeka. Tylko oczy mi się skośne zrobią i po sprawie ;)

Ta książka dostała literackiego Nobla w 2017, jak piszą na okładce i słusznie, bo pomysł jest dobry, nawet bardzo. Jest to historia grupy ludzi, których sklonowano po to, żeby stali się dawcami organów. Poznajemy ich, kiedy mają około 10 lat i są w specjalnym ośrodku - i potem lecimy z nimi przez resztę życia. Co wiedzą, bo im powiedziano, czego nie wiedzą, co czują, jak czują i jacy są. Głowni bohaterowie to Kathie, Ruth i Tommy, ale więcej nie zdradzam, bo naprawdę warto przeczytać.

sobota, 05 maja 2018
Mam na imię Lucy - Elizabeth Strout

203 strony

Książkę kupiła mi Renatka, a jest z tej, na której zapisuję sobie, jak coś ciekawego książce przeczytam.

I nie wiem co sądzić, bo książka jest dziwna.

Bardzo spokojna i powolna. Z cyklu takich, o których mój Mąż mówi, że nic się w nich nie dzieje. 

I pełna niedopowiedzeń.

Kobita leży w szpitalu i odwiedza ją matka, z którą kontakt ma słaby, a ich życie, gdy owa córka była mała, nie było różowe. Żadna z nich nie jest w stanie porozmawiać o tym, o czym NAPRAWDĘ by trzeba było, w zamian gadają o pierdołach. Tu opcja jest taka, że albo o pierdołach, albo o niczym.

National Public Radio napisało o niej 'zachwycająco prosta i powściągliwa'. Prosta i powściągliwa się zgodzę, mam wątpliwości co do 'zachwycająco'.

Rozmowy wspólno-hobbystyczne

Mamy kilka rzeczy, które lubimy robić razem, na przykład bieganie albo Harry Potter :)

Biegniemy sobie więc ostatnio borem lasem, a ja pytam:

- Słuchaj, a Tonks była animagiem?

- No. Jak Syriusz.

:)

A to sprawa jasna.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 99
Liczba odwiedzających: