O wszystkim, z niewielką dozą jadu
środa, 17 października 2018
Diagnoza

Poranek w biurze.

Karol smaruje sobie popękane usta jakimś mazidłem i rzecze [w nadziei na zrozumienie zapewne:] do Olka:

- Kurde, usta mi pękają, chyba mi czegoś brakuje.

- No - potwierdza Olek - rozumu.

Dobro od samego rana - to lubię :)

niedziela, 14 października 2018
Wyjścia i wejścia

Szykuję się na wyjście do knajpy.

Syn uprzejmie zapytuje:

- Mamo, o której wrócisz? O dziesiątej?

Wymownie milczę.

- O dwunastej?

- No, raczej o dwunastej, zeznaję zgodnie z prawdą.

- Pamiętam jak o szóstej wracałaś - dorzuca.

Bywało :)

Tym razem wróciłam o dziesiątej (a to niespodzianka!), ale, jak się okazało, byłam w knajpie w uroczym towarzystwie, czyli 13 chłopa i ja.

Nie chwaliłam się tym za bardzo, bo potem znów mi żmija wypomni.

środa, 10 października 2018
H czyli ha (ha, ha :)

Popołudnie w robocie, dzwonię do niemieckiej firmy, żeby się ogarnęli, bo od rana piszemy do nich maile, a oni mają nas w dupach. Niemieckich, ma się rozumieć :)

Ponieważ mój niemiecki nie jest kunsztowny, prędki i bezbłędny, gadam od razu po angielsku i siema, nie mają wyboru.

Dogaduję się z babką, ale napotykamy na problem lekki, czyli ja muszę jej przesłać maila z informacjami od jej kolegi (jednego z tych, co miał nas od rana w dupie), a ona musi mi swojego maila przeliterować. No więc ruszamy.

Pierwsze 3 litery idą ładnie, ale życie nie jest takie proste.

- Szajse - słyszę, jak pani mówi po niemiecku do kogoś - nie wiem jak się nazywa H po angielsku. 

Już się moje serce raduje, bo i szajse rozumiem i H, o czym niezwłocznie moją rozmówczynię informuję :) i dorzucam w bonusie, że H to ejcz :)

- Noooł - mówi ona (już po angielsku) - noł szajse.

Oj tam :) No przecież wiem :)

Firma się ogarnia, robi, co zrobić miała, a na koniec dnia dostaję od tej babki maila o treści:

Thank you for a good conversation :).

środa, 19 września 2018
Harry Potter i Insygnia Śmierci - J.K. Rowling

776 stron, książka jest nasza :)

Tak się stało, że wysłano mnie na delegację, na którą nie bardzo jechać chciałam i z osobami, z którymi jechać nie chciałam WCALE. A tu 500 km w jednym samochodzie - wypas. Żeby się jakoś ratować, drapnęłam Harrego, którego przed delegacją przeczytałam stron 120. W drodze powrotnej skończyłam, więc nie ma tego złego ;)

Siódemka, proszę Państwa, fajna. Dużo się dzieje, dużo osób i stworów ginie (nie powiem kto), na światło dzienne wychodzi kilka newsów z życia Dumbledora, ale wszystko to jest niczym przy newsach o Snapie - prawie mi kapcie spadły!

Dobrze się czyta, jeszcze raz powiem i jeszcze raz chylę czoła przed pomysłem pani J.K. Rowling na bohatera i całą sagę - bo jest, naprawdę, imponująca.

Polecam wszystkim, młodym i starym :)

sobota, 25 sierpnia 2018
Kluski rządzą

Ponieważ od 40 lat moje postępy w kulinarystyce są nieustająco jednakowe [żadne:], obiady jadam na stołówce w pracy.

Panie pracujące tamże to są takie kucharki, jak ze stołówki ze szkoły - wesołe i starsze i dobrze gotujące. Bardzo je wszystkie lubię i żarcie, które gotują - także.

Akurat była środa i drepcząc na stołówkę pomyślałam sobie, że może, skoro wczoraj jadłam pierogi, to dziś zjem jakieś mięso. Plan ten dotrwał do momentu, gdy spojrzałam na liczne dobra w witrynie, a wśród nich - knedle ze śliwkami.

Knedle ze śliwkami robiła mama mojej koleżanki, która mieszkała koło mojej babci i te knedle były boskie. Wciąż pamiętam :)

Więc projekt mięso - wiadomo - poszedł weg, zamawiam:

- Dzień dobry, poproszę knedle ze śliwkami.

- Ile?

- Siedem.

W tym momencie do jednej pani za ladą dołączyła druga:

- ILE!!!

- Siedem... - mówię - A co? Dużo?

- No... panowie brali po 4, wie pani...

- Proooszę pani, to słabiaki. Wezmę 6 w takim razie. I kompot :)

Na to wyłoniła się jeszcze jedna pani i rzekła:

- Bierz pani 7, małe są :)

 

No. To już wiecie dlaczego lubię naszą stołówkę :)

 

Mogłam wziąć 7. Super były :)

wtorek, 21 sierpnia 2018
Eleanor Olimphant is completely fine - Gail Honeyman

383 strony

Książkę przywiozła mi Maryla, zareklamowawszy ją uprzednio, że w UK wszyscy czytają i zachwyceni.

Dawno już nie czytałam po angielsku i miałam obawy, że będę musiała sprawdzać co drugie słowo - to raz, dwa, mam jakiś zastój czytelniczy ostatnio, nie wiem za dużo na głowie, czy za mało W;), ale ewidentnie ostatnio mi nie szło.

Jednak nie było tak źle, w tydzień ją przeczytałam :)

Eleanor wiedzie sobie samotne, bardzo proste życie, chodząc do tej samej pracy, jedząc te same rzeczy, nosząc te same ubrania i pijąc tą samo wódkę w każdy weekend. Na pewnym poziomie jest ... dobrze? Ale czy na pewno i jak bardzo powierzchowne jest to 'dobrze'.

Robi się ciekawie, jak rąbek tajemnicy się uchyla i pomału zaczynamy się dowiadywać różnych, prawda, ciekawostek. 

Dobra książka - i wesoła i smutna i o dobrych ludziach i o fiutach. 

Bardzo polecam, po polsku też już jest i ma też powstać film.

Czekam :)

czwartek, 02 sierpnia 2018
Intymna teoria względności - Janusz L. Wiśniewski

120 stron

Książkę pożyczyłam i Ania z pracy

Powiedziała, że fajna :) Więc skorzystałam.

Jest to zbiór 18 bardzo krótkich opowiadanek na tematy różne, a to, co je łączy, to względna prawda. Ciężko określić, czy coś jest białe, czy czarne, czy ktoś jest dobry, czy zły.

'Względność prawdy jest szczególnie widoczna, gdy odnosi się ją do ludzkich zachowań. Przykładanie własnych miar moralności do innych jest normalną reakcją człowieka. Nienormalne i, moim zdaniem, błędne jest natomiast dokonywanie nad nimi sądu i pochopne skazywanie na potępienie lub pochwałę'.

Ciekawa lekturka - warto.

środa, 01 sierpnia 2018
Mamma Mia 2

Moja sytuacja biurowo-pracowa wygląda obecnie tak, że siedzę sama w biurze (reszta na urlopach) i klepię sobie w komputerku: bądź jakieś [ultraważne, jak zawsze:] liczbki, bądź odpowiadam na absolutnie-nie-trujodupcze maile od klientów.

Życie jak w Madrycie.

Sytuacja owa ma 2 plusy: a) w biurze jest klima, a na dworze i w domu nie:); b) mamy kawę i ekspress. Dzięki temu jakoś ciągnę.

Po pracy, w ramach rozrywki poleciałam do kina na Mamma Mia 2, bo żyje się raz i to co, że jest przed wypłatą :). I co widzę? Cudo: grecka wyspa, boskie morze, piękna woda, piękni ludzie, do tego jeszcze śpiewają i tańczą, również ładnie. 

Ej, to czyli taki świat gdzieś istnieje?:) 

Dobrze, ja też kiedyś jeszcze pojadę na grecką wyspę i będą tańczyć i śpiewać (a kurwa, tak!:).

Jednak jeszcze nie w tym roku.

W tym pojadę nie na grecką wyspę, tylko na czeski ląd i nie tańczyć, tylko jeździć na rowerze. 

No nic, może chociaż sobie pośpiewam w takim układzie ;)

Na początek Jožin z Bažin :)

Pływak - Joakim Zander

358 stron

Książkę pożyczyłam mi pani z niemieckiego.

Kryminał, polityczny, czyta się dobrze, ale lepiej nie robić 2-tygodniowych przerw w owym procesie, po generuje to kosmos :)

Historia opowiada o rodzinie Klary Walldeen: jej matce, która zginęła w samochodzie, pod który podłożono bombę przeznaczoną dla jej ojca, Klarze, którą ojciec, by ją ratować po wypadku matki, zostawił pod drzwiami szwedzkiej ambasady, byłym chłopaku Klary - Mahmoudzie Shammoshu i ojcu Klary - Cyrilu, który lubił pływać.

Jak się plecie ta międzynarodowa intryga przeczytajcie sobie sami :) I bez długich przerw radzę :)

poniedziałek, 30 lipca 2018
A ja żem jej powiedziała - Katarzyna Nosowska

200 stron, ale de facto do czytania jest max 100, bo reszta to gryzmołki i ilustracje.

Książkę pożyczyłam mi Sąsiadka w niedzielę, a na me jęczenia, że teraz coś z czytaniem się wlokę rzekła krótko: e tam, zaraz skończysz. Dziś skończyłam :)

Jest to zbiór kilkudziesięciu bardzo krótkich felietonów na tematy bardzo różne - to dopełnienie krótkich instagramowych filmików Kaśki, w których doradza sobie samej, zaczynając owe porady od słów 'A ja żem jej powiedziała' właśnie.

Czyta się rzecz chętnie i bardzo szybko. Niektóre są bardziej filozoficzne, niektóre bardziej komiczne. 

Jeśli ktoś chce wziąć lekturę na plażę, proponuję zabrać coś jeszcze, bo czytanie jej idzie wściekle szybko :).

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 100
Liczba odwiedzających: