O wszystkim, z niewielką dozą jadu
środa, 22 marca 2017
Się da, czy się nie da?:)

W sobotę lecę Półmaraton Ślężański po raz czwarty, co oznacza, że od pięciu lat regularnie biegam :).

 

Pamiętam, że w początkowym etapie projektu BIEGACZ bieganie 3 x w tygodniu to było dużo. 

Po jakiś 2-3 latach do biegania dołączył crossfit, 1h raz w tygodniu, i to też było dużo. 

Potem do biegania i crossfitu dołączyło Biegaj Zapobiegaj (1,5h raz w tygodniu) - to też było dużo. 

A teraz jest bieganie i crossfit i Biegaj Zapobiegaj i basen :).

 

Się da, czy się nie da? :)

czwartek, 16 marca 2017
Planowanie rodziny

Poleciałam ostatnio do endokrynologa, wszystko dobrze, wyniki dobre, zdrowa, niemalże, jak ryba.

Jednak nie może być przecież tak prosto:

- A w ciąży pani nie chce być?

- NIE - mówię jasno i wyraźnie, licząc, że dotarł do pani mój podprogowy komunikat TEMAT KONIEC, ale niestety:

- A co, już wszystkie dzieci w domu?

- TAK. Jedno, zupełnie mi wystarczy.

- Skromnie - dolewa oliwy do ognia pani doktor.

- Brat ma 3 sztuki - ratuję się - czyli statystycznie w rodzinie mamy po dwa - mówię i tym razem pani wreszcie temat kończy.

Uff.

środa, 15 marca 2017
Joanna Bator na Piaskowej Górze

Piaskowa Góra to ta dzielnica mego miasta, gdzie mieszkały dwie z trzech moich ukochanych Koleżanek z liceum, a WOK, gdzie odbywało się spotkanie z Bator, to miejsce, gdzie pracowała mama jednej z w/w koleżanek :). Zatem teren znany, ale jak się na spotkanie, które się zaczyna o 17:00 wbiega o 17:10, to się stoi na korytarzu, zamiast w sali i się Bator tylko słyszy, wizja niedostępna.

Ale ponieważ BARDZO chciałam jej posłuchać, wbiłam się nieco bliżej drzwi i dałam radę. Dużo było gadania o Roku Królika - wiadomo, ale były też wesołe pytania z sali, na przykład:

- Ja, przyznam się - rzecze jakiś chłop - ani jednej pani książki nie przeczytałem. Ale jak zobaczyłem, że jest spotkanie z Joanną Bator to sobie pomyślałem - hm, ciekawe, czy to jest ta sama Aśka, z którą chodziłem do klasy :). 

Ten sam chłop, ciąg dalszy:

- Wszyscy wiemy, że żeby udało się wybić, to trzeba mieć mega fuxa. Powiedz, jak ci się udało wydać pierwszą książkę? 

- Myślę, że tu chodzi o talent :) - odrzekła Batorka :):):)

 

Fajne spotkanie. Kiedy podpisywała mi książkę, powiedziałam jej, że się cieszę, że się jej udało. I że jak zazwyczaj podają w wiadomościach, że Wałbrzych taki straszy i biedaszyby i konkubent zadźgał konkubinę i pił dalej, to ona jest po drugiej stronie - można pokazać i powiedzieć, o, a Bator jest z Wałbrzycha, i jej się udało :). 

Mnie za to udało się dostać autograf:

niedziela, 12 marca 2017
-12

Mój Mąż, po wielu latach ważenia w okolicy stówki (spokojnie, ma 1,87, nie 1,60 cm wzrostu:), wziął się za siebie ostro, zabrał się za ćwiczenia, ogarnął żarcie i - ta daam - od listopada ubiegłego roku zrzucił 12 kilo, przekroczywszy magiczną barierę 90 kg.

Powiedziałam mu już, żeby nie szalał, bo jak tak dalej pójdzie, to będziemy chodzić w jednych ubraniach (w moich;).

12 kilo mniej oznacza, że dobrych ubrań również ma się mniej, a dobrych spodni to się ma nawet mniej niż zero :)

Stare spodnie poszły więc do garażu (jak mówi zasada, każde zrzucone kilo organizm zapamiętuje 4 tygi, więc 12 kilo, to jest 48 tygodni, czyli prawie rok - jak waga się utrzyma, spodnie pójdą weg), a po nowe wybraliśmy się dziś do Galerii. 

I to uczucie, kiedy po latach noszenia rozmiaru 36, nagle 32 pasuje jak ulał - bezcenne:).

Za resztę (dzięki Bogu Mąż) zapłacił Mastercard (albo Visą ;).

sobota, 11 marca 2017
Rok królika - Joanna Bator

Książkę dostałam od Męża na Gwiazdkę (bo chciałam:).

Długo mi szło czytanie, bo po kilku stronach wieczorem zazwyczaj padałam. Na niej się trzeba skupić, w niej ważne są słowa, więc czyta się wolniej. Lubię słowa i szalenie zwracam na nie uwagę, a gnanie przez TAKIE słowa takim  tempem, jak się czyta kryminały jest bez sensu, bo się traci cały smaczek - na przykład:

'Historyk miał białą grzywę i wyglądał jak neurotyczna hybryda kozła i buldożka francuskiego'.

Historia opowiada o pani pisarce Julii Mrok, która sobie pisze, kolekcjonuje nagłówki i historie (ma ucho-sejsmograf i ono wie, kiedy warto będzie słuchać:) i mieszka sobie z dwoma panami w Warszawie, tworząc całkiem udany trójkąt.

Ponieważ Julia wietrzy spisek i zaczyna podejrzewać, że Al i Aleksander planują ją zabić, postanawia zniknąć ze swojego życia i zatarłszy ślady po byciu Julią Mrok sunie do Ząbkowic Śląskich w przebraniu, już jako Anna Karr.

W powieściach Batorowej musi być czarno i ponuro i lekko zalatywać zgnilizną i wszystkie te podpunkty cudownie realizują Ząbkowice Śląskie. Mieszkają tam tez całe rzesze popieprzeńców różnej maści, co również nie jest w jej powieściach wyjątkowe.

W Ząbkowicach, których wcześniejsza nazwa brzmiała Frankenstein, Anna Karr stara się rozwiązać dwie zagadki: jedną bardziej rodzinną, związaną z jej [być może] istniejącą siostrą bliźniaczką, z czym wiąże się też historia Dziadka Konkursowego oraz Czerwonej Kamelii oraz drugą - morderczych zamiarów Ala i Aleksandra, w których to intrygach ważną rolę odgrywa chory na raka [oraz, chyba bardziej, na głowę] Natan. 

Historia nieco nie z tej ziemi, ale wciągająca.

A w przyszłą środę Batorowa będzie podpisywać Rok Królika w naszym mieście, w dzielnicy Piaskowa Góra - oczywiście lecę :).

niedziela, 05 marca 2017
Nie-śpiąca królewna

Niedziela, jeśli się nigdzie nie szwendam, jest moim dniem długich wybiegań - w tygodniu biegam 2 x poniżej dychy, w weekend koło 15-tki, ciurkiem.

W 90% biegam sama, więc zazwyczaj, kiedy ktoś chce biegać ze mną, dołączam się ochoczo i na wszystko się zgadzam.

Mój Brat, który mieszka w dzielnicy oddalonej o 15 km od mojej i też biega i przygotowuje się do maratonu, więc biega i po 3 dychy od czasu do czasu i czasem zahacza o moje kwadraty, i, jeśli przez nie przebiega, daje mi znać dzień wcześniej, i wtedy ja się na chwilę dołączam i jest fajnie :).

Nie zdarza się to często, ALE zazwyczaj udaje mu się trafić w moment, kiedy to w piątek sobie marzę, jak to w niedzielę pośpię do 9 i pójdę biegać o 11 i się wyśpię i będzie cudnie. Wtedy przychodzi SMS: Ruszam o 8, będę u Ciebie o 9, dołączasz? No i ja zawsze dołączam :)

W ten piątek było podobnie: tydzień w pracy był ciężki, w sobotę poszłam jeszcze na Biegaj Zapobiegaj (na 9:30, żebym się przypadkiem nie wyspała:), ale w niedzielę - ooooo, to sobie pośpię. I gdy tylko ta myśl wysunęła się z mojej bani - już słyszę - przyszedł SMS. Brat. 'Hej, w niedzielę biegnę na Chełmiec, 9:00 pod Chełmcem pasi?

No pasi :)

Kiedy indziej się wyśpię najwyżej :) 

 

 

sobota, 04 marca 2017
Ach, damą być

Pazury generalnie maluję rzadko, bo nie mam siły czekać aż wyschną.

Ale w piątek wieczorem postanowiłam, że jednak będę damą i chlasnęłam je elegancko, na niebiesko.

Czekałam dzielnie aż wyschną.

Obejrzałam wszystkie filmiki na jutubie, żeby wyschły na pewno.

A potem jeszcze czytałam książkę uważając, żeby niczego owymi pazurami nie dotknąć.

Poszłam spać przekonana, że rano będzie jak nigdy i niebieskość pazura powali każdego.

Ta.

Kołdra odbita na każdym + jeden z lakierem sfafluchconym tak, że wygląda jak zsunięte gacie.

Czyli wypas :)

Więc jak zawsze: zmywacz, bezbarwny i tyle z bycia, ą ę damą :)

 

czwartek, 02 marca 2017
Magia magicznej plasteliny

Po 10 godzinach w robocie w końcu jestem w domu. Uff, jak miło, wreszcie spokój. Tak sobie myślę.

 

Tymczasem z basenu wraca mój Syn i rzecze:

- Mamooo, a pamiętasz tą magiczną plastelinę, którą sobie wczoraj kupiłem? (pamiętam i wiem, że nie jest to wstęp do wiadomości pozytywnej)

- Pamiętam...

- Tą co, jak się z niej kulkę ulepi, to skacze jak kauczuk?

- Pamietam...

- Bo wiesz co? Ja ją wczoraj położyłem koło łóżka i ona w nocy chyba trochę na prześcieradło wylazła... I trochę na poduszkę...

 

Ta. W 200% magiczna:)

 

środa, 01 marca 2017
Spacer i 'Porady' lekiem na całe zło :)

Kiedy dziś zadzwonił budzik (5:45) i kiedy już się spionizowałam i przejrzałam w głowie, co to ja dziś mam do uczynienia, lekko pobladłam.

Praca moja ostatnio zdecydowanie nie mieści się w strefie ZEN, a kiedy jest przejście miesięcy, nie mieści się w tej strefie ZUPEŁNIE.

Do tego czekała na mnie niedokończona inwentaryzacja, którą skończyć, wiadomo, należało. 

W pracowej przerwie miałam w planie bieg (7,5 km), co jest zazwyczaj bardzo fajne, ALE w poniedziałek byłam na crossficie i były ćwiczenia na ramiona-brzuch-nogi i te wszystkie części ciała mnie mnie bolały. Bolały mnie do tego stopnia, że nie miałam siły kręcić kierownicą, kiedy rano mknełam do pracy, bo ja się na ćwiczeniach, proszę Państwa, nie opierdalam :).

Wieczorem jeszcze szłam do kina. 

 

Była już piąta, lub po, a ja dalej byłam w pracy i coś sobie klepałam i miałam w planie zostać do 6, żeby sprawy podgonić, kiedy to zadzwonił Syn:

- Mamo? Kiedy będziesz?

- Hm, za godzinę chyba, a co?

- Bo się chciałem przejść.

- Ze mną? :)

- No! :)

- To będę zaraz, 

co rzekłszy, rzuciłam papierzyska w kąt i pojechałam do domu. I poszliśmy na fajny spacer do parku i Syn mi opowiadał co się dzieje w książce, którą teraz czyta.

Super :)

A potem poszłam do kina na 'Porady na zdrady', który okazał się filmem wesołym, który dobrze się kończył, przy którym nie trzeba było myśleć, ani niczego liczyć, ani, kurwa, planować. 

Miło :)

Tego mi było trzeba :)

wtorek, 21 lutego 2017
Odfajkowane

Naprawa samochodu to czynność z tej samej półki co wizyta u ginekologa albo dentysty.

NIKT nie lubi tam chodzić, a tym bardziej za to płacić.

Ale trzeba, więc się chodzi i się płaci  - wiadomo.

ALE jak już człowiek rzecz taką odbębni - to jest radość i duma z odfajkowanego zadania :)

 

A memu volvu właśnie dziś wymieniono tylne heble:)

Mam nowe heble.

Mam z głowy = mogę mieć w dupie :)

Jupiiii :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 90
Liczba odwiedzających: