O wszystkim, z niewielką dozą jadu
poniedziałek, 05 grudnia 2016
Jej wszystkie życia - Kate Atkinson

Książkę pożyczyła mi Sąsiadka, bo Sąsiadka ma małe dziecko i nie ma czasu czytać, a ja mam dziecko starsze, to i czasu ciut więcej :)

Ciekawa historia.

Bohaterką jest Ursula Todd, która, prawie jak w grze komputerowej, umiera i rodzi się w tej książce niezliczoną ilość razy. 

Do tego Ursula jest bohaterką dziarską i pogodną, z jadową nutką, więc bardzo dobrze się o Ursuli czyta i kroczy razem z nią, nawet przez najbardziej dramatyczne wydarzenia pierwszej połowy dwudziestego wieku, poznając jej rodzinę, kochanków i psa. 

Najlepiej byłoby przeczytać książkę ciurkiem, bo wtedy się wszystko ładnie pamięta. Mi się to nie udało i po 300 stronach miałam dłuższą przerwę, ale ogarnęłam się, wszystko sobie przypomniałam i kolejne 260 z równie wielką chęcią doczytałam :)

wtorek, 29 listopada 2016
Enjoy the silence

W zeszłym roku byliśmy wesołą grupą na koncercie Madonny w Pradze i bardzo nam się podobało.

Pomyśleliśmy sobie wtedy, z ową grupą, że zespół, którego koncert pragnęlibyśmy jeszcze zobaczyć, to Depeche Mode.

Nie, żebym była jakaś szaloną fanką, ale mam dwóch kolegów depeszowców, więc kilka koncertów na DVD widziałam i zawsze miałam wrażenie, że ten zespół to prawie religia, z gronem wiernych wyznawców. 

Oglądać ich na DVD - to jedno, ale być tam i zobaczyć ich na żywo - to zupełnie co innego.

I, na przykład, machać łapami przy Never Let Me Down Again. Wow!

To już w maju :)

I'll be there.

Póki co - enjoy the silence. 

sobota, 26 listopada 2016
Born killer/driver

Mam prawo jazdy od 15 lat i tyle samo lat jeżdżę.

Co prawda dostałam mandat tylko 2 razy przez wszystkie te lata, jednak nadrabiam gdzie indziej :).

Najpierw miałam malucha i w nim nie stało się nic ciekawego (podczas kiedy ja w nim przebywałam). Maluch był jednak w takim stanie, że postanowiliśmy go sprzedać, za 500 zł. Dla porównania: moja koleżanka sprzedawała wtedy rower, również za 500 zł:). W pozostawionego na parkingu malucha ktoś wjechał, masakrując drzwi, ALE zostawił karteczkę i info co się stało i dostaliśmy za niego odszkodowanie w wysokości 900 zł:)

Potem był opel kadett:

a) tymże pojazdem udało mi się ruszyć z kopyta, nie zauważywszy wcześniej, że zderzakiem zaczepiłam o śmietnik. Tenże zderzak zawirował później wysoko w górze i klapnął na ziemię, a potem miałam go przyczepionego na trytytki przez chwilę :),

b) tym samym oplem wjechałam kiedyś we Wrocławiu w tramwaj. Co ciekawe, nic się nikomu nie stało i nawet policji nie wezwali. Ogarnąwszy się trochę, wróciłam mym, nieco pokiereszowanym, wozem 70 km do domu.

W posiadanym później fiacie siena strzelił mi pasek rozrządu. TAK, podczas jazdy. Nie chcecie wiedzieć ile kosztowała naprawa :).

Następnie, w skodzie octavii udało mi się zatrzeć silnik. Wynikiem tego zdarzenia jest to, że obecnie posiadam volvo :).

Hm, co by tu zrobić w volvo, żeby nie było nudno i żeby repertuar się nie powtarzał? Co to dla mnie wymyślić coś nowego - ostatnio zepsuły mi się drzwi. Oczywiście, te od strony kierowcy, kurwa, przecież po co miały się zepsuć tylne lewe, nie? Niestety nie wiedziałam, że są zepsute, myślałam, że się mocniej domknęły i szarpnęłam za klamkę dość żywo (lata chodzenia na crossfit - nie muszę tłumaczyć, nie? :) i klamka została mi w ręce.

Obecnie wsiadam do samochodu jak czołgista: muszę się wślizgnąć od strony pasażera i otworzyć sobie właz (otwieranie z kluczyka też nie działa:).

Wiem, że biorąc pod uwagę powyższe przygody, raczej powinnam jeździć autobusem, ale niestety, dopóki mnie stać, będę jeździć wozem :)

Bo ja jestem born driver :)

środa, 02 listopada 2016
Zakup sukienku lumpexowej - wytyczne

Raz w roku moja praca organizuje posh party, na które trzeba się odpierdolić jak na zastrzyk.

Suknia, tipsy, brokaty i fryzjer - te klimaty.

Bardzo lubię te imprezy, natomiast wydawać 300 na sukienkę, którą włożę raz nie lubię, zazwyczaj więc me odzienia na tą-że imprezę nabywam w lumpexie.

Kupienie sukienki w w/w przybytku jest nie lada sztuką.

Należy pamiętać, że jeśli chce się wyrwać naprawdę mega - okaz, należy spełnić 2 warunki.

PIERWSZY, nie szalenie konieczny, ale taki, który może pomóc, to BRAK CZASU. Się wpada, się patrzy, och, to ona, się bierze, się leci, się ma.

DRUGI, absolutnie konieczny, to brak szmalu. Jeśli ma się w portfelu ostatnie 50 zyli, a wypłata nadjedzie za dni 3, to jest właśnie THE moment. Wtedy ZAWSZE trafia się na fajne rzeczy.

Jak się ma czas i kasę, szkoda w ogóle do lumpexu jechać, bo wiadomo, że będzie wtopa. 

W tym miesiącu zapłaciłam za ubezpieczenie swojego samochodu oraz za przegląd oraz byłam w UK, więc opcję BRAK KASY miałam ogarniętą dość szybko :). Ale 50 w portfelu zostawiłam, bo wiadomo, party się zbliża, z gołym tyłkiem nie polecę. Zasada po raz kolejny zadziałała, suknia kupiona:)

Tym razem zadam szyku za całe 29 złotych. 

Brawo ja :)

poniedziałek, 17 października 2016
Chujowa Pani Domu - Magdalena Kostyszyn

Wyśledziłam podstępnego DAWCĘ owej lektury (dzięki:) i natychmiast ją przeczytałam.

Jest to zestaw pogodnych felietonów na tematy różne, ale utrzymane w konwencji takiej, że należy w życiu utrzymywać pewien level chujowości, żeby nie zwariować.

Że wyznacznikami życia nie są czyste okna oraz to, żeby na 14:00 czekał na męża dwudaniowy obiad.

Że można się położyć i poleżeć. 

Że można nie pójść i nie zrobić, jeśli się czegoś nie chce.

Że warto czasem zrobić stricte dla siebie, bo tak. A jak ktoś powie, że to nieładnie, można mu powiedzieć 'spierdalaj' :)

 

Lektura wielce sympatyczna, w związku z czym, zaraz po przeczytaniu, natychmiast przekazałam dalej :)

czwartek, 13 października 2016
Planowanie przez duże PLA :)

Biuro planowania produkcji, pytam:

- Ej, a jeśli chodzi o zakupy, to robicie je jeden raz w tygodniu i potem wszystko macie, czy codziennie coś dokupujecie i zawsze czegoś wam brakuje?

- Oczywiście, że opcja druga - odpowiadają wszyscy, niemal chórem. 

 

A to spoko, bo myślałam, że coś może ze mną nie halo :)

wtorek, 04 października 2016
Gwiazdor październikowy

Nadejście jesieni i zaczarnianie się dni nie jest moją ulubioną porą roku.

Na szczęście w tym roku wrzesień był cudny, a i w ostatni, wyszarpany październikowi weekend, pomykałam jeszcze na rowerze w koszulce z krótkim rękawem (ha!).

Nie zmienia to jednak faktu, że październik jest miesiącem bolesnym, gdyż w tym miesiącu przypada przegląd mego wozu oraz wykup ubezpieczenia (absolutny hit jesieni, jak dla mnie, każdej ;). 

Żeby nie było nudno, w tym roku kończy mi się również dowód i paszport i też muszę wszystko w październiku ogarnąć, bo wszystko się, kurwa, kończy (szkoda, że nie październik).

I jak dziś rano tak strasznie lało, wysiadałam z wozu i jedną ręką trzymałam drzwi, żeby nie trzasnęły w samochód obok, gdyż wiało dość wściekle, a drugą parasol, dzięki czemu prawie odfrunęłam jak Mary Popppins, to sobie pomyślałam, że trochę chujowa ta jesień.

Ale co było robić, jakimś cudem mnie nie zdmuchnęło i do roboty poszłam. 

Kiedy wychodziłam z pracy pogoda była już zupełnie inna i świeciło słońce i były szalenie zdjęciowe chmurki i gdyby tak polaryzacyjnym dziś zarzucić, to każde zdjęcie na wystawę. 

Jak się wychodzi z pracy, jesień ZAWSZE wydaje się fajniejsza niż ta sama jesień rano, a jak do tego świeci słońce, to już nawet można ją [okresowo] polubić.

A do mnie jeszcze pan strażnik dziś zawołał:

- Halo, proszę pani! Ktoś dla pani prezent zostawił! Ale nie powiem kto i koniec - rzekł, wręczył mi prezent i zniknął. 

Zaglądam - książka. Zaglądam bardziej - książka Chujowej Pani Domu :) No cudny to prezent przecież :) 

A jednak nie jest ta jesień taka najgorsza :)

 

P.S. Gwiazdorze Październikowy - namierzam Cię :)

wtorek, 27 września 2016
Rekordzista

Maszerujemy sobie naszą wesołą pracowo - familijną ekipą po Karkonoszach, zapada wieczór, w tle widać Śnieżkę w różowawych chmurach, w dolinie ryczą jelenie. Sielanka. 

Jelenie ryczą i ryczą i głos zabiera jakiś expert:

- Ej, a wiecie, że one nie ryczą przed ani po, tylko w trakcie?

Tu następuje chwila zadumy i wśród nas zapada cisza, jelenie natomiast nie przestają ryczeć.

Jeden zwłaszcza ryk jest donośny i ... trwały :)

Idziemy. W końcu nie wytrzymuje Olek:

- Kurwa, no jak on może tak długo ryczeć!!!

- Zazdrościmy, hę? - pytam, a jeleń tymczasem ryczy dalej...

 

Taki to po...żyje :)

czwartek, 22 września 2016
Królewna jest tylko jedna (a najwyżej dwie:)

Niedługo biegniemy bieg w naszej okolicy.

Nie jest to jakiś tam pffff bieg, ale Castle RUN, trasa bowiem prowadzi po przyzamkowych lasach.

Skro bieg jest poważny, uznałyśmy z koleżanką, że nie ma to tamto, jak zamek, to i księżniczki i KONIECZNIE musimy biec w koronach.

Nie myśląc więc długo, zamówiłam na allegro 2 ślubne tiary z diamentami i wszystkim, na bogato. Bo korona, oprócz względów estetycznych, musi też się dobrze trzymać na bani, bo trasa jest raczej wymagająca :).

Chwalę się tym zakupem w biurze.

Zakup komentuje miły Olek:

- O ja pierdolę! To ja sobie chyba miecz kupię!

 

Przelecieć się po lasach w koronie, czy z mieczykiem - bezcenne :)

 

sobota, 03 września 2016
Tajny agencie z trasy biegowej zgłoś się

Ostatnio przytrafiła mi się taka oto przygoda:

Wtorek, 12:00, w pracy właśnie zaczyna się godzinny lunch break, a ja, jak co wtorek, wyruszam przebiec moje okołopracowe 7,5 km.

Dzień jest słoneczny, lekko powiewa wiaterek - lecę.

Czasem biega nas nawet 5 sztuk, ale dziś jest posucha, lecę sama.

Wracam już i widzę jak biała toyota, która dotąd jechała jak wszyscy, zwolniła, a kierowca gapi się w moim kierunku. 

Dobra, myślę sobie i lecę dalej, ale toyota nie przyspiesza, co gorsza, chłop dojechał na skrzyżowanie, na którym skręcam do pracy i wysiadł! (kurwa, kurwa!).

Nie mam jednak telefonu, pocieszam się więc, że dzień jasny i lecę ile sił w nogach, Usain Bolt jednak ze mnie nie jest (chociaż by się teraz akurat przydało, żeby był:).

Facet na szczęście nie jedzie za mną, więc wracam spokojnie do roboty. 

Biorę prysznic, wracam do biura i widzę migające światełko w telefonie - czyli sms. To kolega Robert:

Czy to Ty biegałaś teraz na strefie?

Jezu, no ja! :) Ty byłeś w tym białym samochodzie? Czemu nie wrzasnąłeś?

Bo ja nieśmiały jestem :).

 

I w ten oto sposób zagadka tajemniczego białego samochodu została rozwiązana :) 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 88
Liczba odwiedzających: