O wszystkim, z niewielką dozą jadu
niedziela, 20 maja 2012
Licznie występujący

Siedzimy z Synem na łące. Wokół nas liczne bzyczące robale.

- Mamo, a bąków jest chyba milion. Ale wiesz. NIE TYCH z dupki. 

 

...Drogie Dziecko, tych z dupki, jak mniemam, jest ZNACZNIE więcej :)

 

sobota, 19 maja 2012
Zosia (Jana) - samosia vel Edward Nożycoręki

Niedawno poszłam do pani fryzjerki i ona obcięła mi włosy. (Och, jak nietypowo! :)

Było w porzo, LECZ nie o to mi chodziło. 

Bo ja chciałam mieć pazia-boba, czyli KRÓCEJ.

Najpierw wymyśliłam, że w takim razie się umówię i polecę raz jeszcze. 

Potem jednak doszłam do wniosku, że może oberżnę te włosy sama, bo mnie wkurwiały. Doświadczenie jako takie mam, bo przecież odkąd byłam w 8 klasie muszę obcinać moją mamę, która jako jedyna kobieta nie lubi chodzić do fryzjera, zdarza mi się również miewać inne klientki. 

No więc sobie myślę: JA się sama nie obetnę? JA???

Przód poszedł łatwo, bo przód widać w lustrze i można ciąć.

Żeby zobaczyć tył, trzeba trzymać w łapie lusterko. ALE żeby włosy wydzielić trzeba w łapie trzymać rónież grzebień ORAZ nożyce, łącznie 3. Czarnobył rady nie dał, wciąż mam tylko 2 ręce, więc ścinanie tyłu polegało na tym, że na ślepo wydzielałam grzebieniem włosy, łapałam je w rękę, w drugą brałam lustro i jak było ok odkładałam lustro, brałam nożyce i włosy na ślepo cięłam. 

Łazienka wyglądała jak po strzyżeniu owiec bo na początku starałam się wrzucać te oberżnięte włosy do wanny, potem jednak wpadłam w amok i rzucałam je gdzie popadnie. 

Efekt końcowy mnię zadowolił: 

A wczoraj poszłam do pani fryzjerki włosy podciąć.

Pani patrzy na mnie i widzi, że to NIE TA FRYZURA, którą mi ostatnio zrobiła.

Sama się obcięłam... - mówię. 

Pani mi włosy podcięła i rzecze: 

- Wie pani co? Całkiem fajnie sobie pani te włosy ścięła. A już jak na samoróbkę - to super. Ja bym się sama tak nie ścięła. Bałabym się. 

 

Eeee, tam :) Twardym trza być, nie miętkim:)

piątek, 18 maja 2012
Przydziały

- Mamo, a którędy dziecko wychodzi z mamy?

- Tą dziurką, którą dziewczyny robią siku.

- Ale ta dziurka jest mała! A dziecko duże! To musi boleć...

- Bolało cię, mamo?

- Bolało. 

- Dooobrze, że ja nigdy nie będę mamą. ALE jak będzie wojna, to ja będę musiał pójść. 

 

No. Dla każdego coś miłego :)

niedziela, 13 maja 2012
Cyberprzestrzeń wzywa

Otóż zdarzyła mi się cyberprzestrzenna przygoda. 

Na FB jedna dziewczyna pokazała sutaszowe kolczyki swojego autorstwa, oczywiście przepiękne. Ja kolczyki kocham od zawsze. I jak jeszcze nie miałam przebitych uszu, to sobie przyklejałam kolczyki na plastelinę. No to mi mama w końcu uszyska przebiła, żeby siary nie było z takim dzieckiem z plasteliną. 

No i ja tej dziewczyny, którą w życiu spotkałam na żywo raz, zapytałam czy by i dla mnie takie zrobiła. 

By. 

Więc się spotkałyśmy. 

Kolczyki odebrałam. I 2 h gadałyśmy przy herbacie. Z praktycznie obcą osobą, co do tej pory istaniała głównie na fesjbuku. 

Och, jakaż to ja jestem rozwojowa normalnie :)

czwartek, 10 maja 2012
Uwaga, geniusz matematyczny

Mój Mąż ma ścisły umysł, cyfry do niego mówią i każdą rzecz umie przedstawić w procentach i na wykresie. 

Ja nie :)

Mój umysł jest skrajnie humanistyczny z domieszką mazów. Nic nie umiem pokazać na wykresie i 95% działów matematyki jest dla mnie czarną magią, o czym moja pani z matematyki wiedziała już w III klasie liceum i dlatego właśnie po pytaniu 'dlaczego nie robisz tego zadania' i mojej odpowiedzi 'bo nie umiem, pani profesor', przyniosła mi butelkę z wodą i rzekła ' to kwiaty chociaż podlej'.

Oczywiście Mąż nie omieszkuje faktu mej ciemnoty matemetycznej naświetlać i wyjadzać: 

Rozmawiam z Synem i mówię: 

- Tylko poczekaj, bo to się musi najpierw wyzerować - tłumaczę. 

- Ale wyzerować do zera? - pyta życzliwie Mąż

 

Nie, do czterech, kurwa! :)

środa, 09 maja 2012
Zakochany do szaleństwa

Mój Mąż, z kuchni:

- Chcesz herbatę?

- No!

- To se zrób!

 

By człowiek wiedział, że tak to będzie wyglądać, by sprawy dokładniej przemyślał ;)

wtorek, 08 maja 2012
Feel the difference

Dla mnie różnica między oglądaniem filmu w domu a w kinie jest taka, jak między piciem kawy w domu a w kawiarni. 

Można. 

Jest ok. 

Pasuje. 

Smakuje. 

Ale to nie to samo. 

Film w kinie, kawa w Starbucks'ie. 

To jest to. 

----

Dziś - Untouchables po raz drugi:)

Driss w garniturze - GRRRR :)

Bez - grrr GRRR GRRR

niedziela, 06 maja 2012
Jak w niebie

Wracamy ze Szczecina, mijamy Świebodzin. 

Syn, spozierając na wiadomy pomnik: 

- O, mamo, zobacz! Pan Bóg!

 

Podróże kształcą ;)

środa, 02 maja 2012
Nietykalni / The Untouchables

W związku z rzadką okazją posiadania NO-SYN-EVENING, wybraliśmy się z moim Mężem poszwędać.

Porobić zdjęcia.

Połazić bez celu.

Wydać trochę pieniędzy na mało konkretne i mało potrzebne rzeczy :)

I do kina.

Na NIETYKALNYCH.

Jest to niebanalna historia przyjaźni sparaliżowanego faceta i gościa, który niedawno wyszedł z więzienia, a który się nim opiekuje. Chłop (ten opiekun) okazuje się być fantastycznym łamaczem drętwoty, generatorem jadu i nie-owijaczem w bawełnę.

Dawno nie wiedziałam tak mega-pozytywnego filmu, na którym ludzie wybuchają śmiechem, nie dlatego, że śmieją się z kogoś/czegoś, ale dlatego, że sytuacje generują tak maxymalnie dobre emocje.

Całą drogę do domu szliśmy z rogalami na gębach.

Pójdę na niego raz jeszcze - na bank.

A kto jeszcze nie był - to biegusiem, bo, kurna, warto. 

sobota, 28 kwietnia 2012
Dorosły, zdaje się

Słyszę kątem ucha rozmowę mojego Syna (5,5 roku) z moim Mężem: 


- Tato, bo wiesz, ja już jestem dorosły. 

- Bo się zrobiłem taki poważny. 

- Tak mi się zdaje...

 

No, no, wszystkim się wam tak zdaje:)

Ale to, zdaje się, gówno prawda jest, co? :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
Liczba odwiedzających: