o wszystkim, z niewielką dozą jadu
niedziela, 29 stycznia 2012
Dobry dmuch podstawą sukcesu
Siedzę w biurze. Dzwoni I:

- Jezu, co u was taki hałas?
- Grzesiek smarka.
- To mu powiedz, że fajnie dmucha. 

Kończę rozmowę, odkładam słuchawkę, mówię: 

- Grzesiu! I. rzekła, że fajnie dmuchasz.
- Wieeeeem. Niejedna mi już to mówiła....

Jak już wielokrotnie wspominałam, praca z facetami to czysta rozkosz....
czwartek, 26 stycznia 2012
Olej z wątroby
Siedzimy w biurze i słuchamy radia.

Zapodają reklamę o oleju z wątroby rekina. 

- Noooo, mówi G. wyciągając się i gładząc po brzuchu. I z mojej wątroby mogliby taki olej zrobić. 

- Noooo, rzecze powątpiewająco Jaro. W monopolowym by ten olej sprzedawali...

wtorek, 24 stycznia 2012
Szpilki
Niedawno wymyśliłam, że skoro mamy pracową imprezę w zamku i skoro skończyłam 34 lata i skoro moje szare buty z zeszłego roku nie będą pasować do kiecy, to może sobie strzelę czarne szpilki.

Generalnie w szpilkach nie chadzam, w związku z czym żadnych nie mam. Nigdy nie miałam. 

Postanowiłam przeto szarpnąć się na takie na wypasie.
Skórzane. 
I mieć je wszystkie ewentualne eleganckie wyjścia. 
Do końca życia.

Poszłam do sklepu. Zmierzyłam kilka par. Efekt jest zawsze podobny: cudownie wyglądają na półce, równie cudownie na nodze, ale trzymanie w nich gir od cudowności odbiega. Baaardzo daleko odbiega. Sprintem.

Ale zawzięłam i szukałam. 
I w końcu znalazłam: piękne i skórzane. Piękne na półce, piękne na nodze.
Cisnęły i spadały mi z giry. 

I wtedy doznałam objawienia.

Że chyba mnie kompletnie popierdoliło, że chcę wydać 2 stówy na niewygodne buty, które, zapewne, założę raz. (Bo znając mnie już w przyszłym roku idea 'eleganckie wyjścia do końca życia' nie będzie działać).

Pobiegłam do CCC. Znalazłam szpilki za 40 PLN! :). Przymierzyłam. Ładne na półce, ładne na nodze, niewygodne, ale za to tanie.

Poproszę. 

Zadam szyku i wypierdolę je po imprezie.
niedziela, 22 stycznia 2012
My Friend Leonard - James Frey
Postanowiłam opisywać książki, które czytam. Nie ma ich za dużo, ale mimo tego toną one w mej sklerozie, a szkoda.
To będzie akcja zapobiegawcza. 
Anty sklerotyczna :)

'My Friend Leonard' dostałam od Oluty, bo jej pisałam jak bardzo mi się podobało 'Milion Małych Kawałków'. A to jest ciąg dalszy. 

BARDZO mi się ta książka podobała, gdyż:

- jest o 2 ludzi o silnej osobowości, którą to cechę od zawsze podziwiałam i która zawsze mnie w ludziach pociąga,
- jest o świetnej przyjaźni, o jej czystych i bardzo jasnych granicach,
- jest o zrozumieniu i tolerancji, 
- jest o cieszeniu się małymi rzeczami i dostrzeganiu piękna świata bez względu na to, jak chujowe potrafi być życie,
- pięknie w niej klną, a przed przeklinaniem z klimatem zawsze chylę czoła :) (lucky motherfucky :):)

Na okładce jest opinia Evening Standard: 'Frey really can write. Brilliantly. And if you don't think so, fuck you'.

Przez grzeczność nie zaprzeczę.
wtorek, 17 stycznia 2012
Upgrade
Mój Mąż jest duży. 
Ciężko nie zauważyć, bo ma prawie 1,90 m wzrostu i waży prawie 100 kg.
Jednak Synowi jakoś ten drobny fakt do tej pory umykał.

Aż 2 miesiące temu odkrył:

- Taaaato! Jaki ty jesteś duuuuży.
- Taaaaato! Jaki ty jesteś wieeeeelki!
- Taaaato! Jaki ty jesteś GIGANTYCZNY! (tu już pojechał, robiąc z ojca co najmniej Godzillę, ale dobra). 

Chwilę później nastąpił upgrade powyższych spostrzeżeń: 

- Taaaaato! Jak ty dużo sikasz!

Dzięki Bogu na tym fakcie upgrade obserwacji zakończył :)
niedziela, 15 stycznia 2012
Komunista
Syn obiera jajko na twardo. 

- O, mamo, zobacz! Widać czerwonko!

- ŻÓŁTKO, Synu, żółtko :)

czwartek, 12 stycznia 2012
Endlich :)
Dziś zdarzył się cud.

Cud niemiecki:)

Bo chociaż moja nauka niemieckiego zaczęła się w liceum (ALE nic nie dała:), potem zamarła i zaczęła się na nowo w nowej pracy, bo zamiast good morning zaczęto do mnie pisać guten Tag, to o ile pisarska strona szła mi jako - tako, to mówienie - NIE. NAJJJJN. 
A już Broń Boże przez telefon.

Jak się pisze, można do słownika zajrzeć, odmienić co trzeba i potem ładnie złożyć. 

Ale Germanie zawsze atakują z zaskoczenia. 

Dziś zadzwonił taki jeden i dalejże do mnie szprechać.
Halo panie Niemcu, mówię, ino wolno.
I pan przemówił.
I, kurde, dałam radę. 
W miarę jakieś zdania kleciłam.
I rozumiałam, ROZUMIAŁAM o czym do mnie szprecha :)

O żesz psia kora, nie sądziłam, że taka chwila nadejdzie. 
środa, 11 stycznia 2012
Marzenie cichaczem spełnione
Dawno, dawno temu, jak zdawałam na prawko, jazda samochodem była dla mnie kosmosem. Nikt z rodziny samochodu nie miał, więc jak poszłam na kurs, pierwszy raz zasiadłam za kierownicą, blada i wystraszona, jak to każdy młody (tak, tak, byłam kiedyś młoda:) kierowca:)

Zdawałam egzamin we Wrocławiu, więc nudy nie było. Ludzie, samochody, tramwaje i ja w Punto. Wszystko mi szło jak po gruzie i czasem się zastanawiałam, jak ludzie to robią, że tak wsiądą, włączą silnik i jadą. I nie gaśnie im. Zmieniają biegi I patrzą jednocześnie na ulicę. Zaparkować umieją. No szok/cud. 

Pamiętam, że pierwszy raz pojechać gdzieś ZUPEŁNIE sama postanowiłam nocą. Żeby już było puściej. Pół godziny obmyślałam 2-kilometrową trasę do mej koleżanki, każdą zmianę pasa i każde mignięcie migacza było zaplanowane. Poszłam jak burza (=30km/h). Podjechałam pod jej dom, a tam napchane samochódów, że hej. W końcu znalazłam jakieś miejsce do parkowania (zapewne hektar:). Parkowałam 20 minut, a pot leciał mi po plecach litrami. W końcu się udało. Wysiadam, patrzę i widzę napis: DROGA PRZECIWPOŻAROWA. NIE PARKOWAĆ. 

No nic. 
W każdym razie dziś wybrałam się do galerii. (Bo Sąsiadka kupiła sobie fajny rozpinany sweterek za 20. Oczywiście jak go zobaczyłam, zachowałam się jak Wielki Szu, kamienna twarz i te sprawy, że w ogóle mnie ten sweterek nic a nic nie obchodzi, ale zaraz pojechałam zobaczyć czy jeszcze są. Oczywiście nie było). 
No i (wracając do głównego wątku:) wsiadam, wkładam kluczyk do stacyjki, włączam Maleńczuka i ogień. 

I wtedy sobie pomyślałam, że o proszę, jedno z moich młodocianych marzeń się spełniło. 

Może i na spełnienie tego o 6 w toto-lotka też kiedyś przyjdzie pora, psia krrrew :).
(To kup los w końcu! - wieeeem, wieeem :)
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Z Nowym Rokiem nowym krokiem
Z nowym rokiem wdarł się w me życie dobrobyt, POSHyzm i górna półeczka. 
Za tak zwane zaskórniaki strzeliłam sobie bowiem buty ecco. Zawsze pragnęłam mieć chociaż jedną parkę, ale nadarzyła się okazja, promocja i kumulacja i kupiłam dwie. Sandały (bo tak) i górskie (bo stare górskie po 10 latach zaczęły wyglądać w środku dość grunge'owo).
Och przecudne i super i wygodne i w ogóle jeny jeny. 

Na dokładkę pierwszy raz w mym żywocie kupiłam sobie NOWY płaszcz (z przeceny:). Posiadałam wcześniej 2 płaszcze, oba wielce lumpexowe, a tu masz, nowy. Wciąż się jeszcze w tej nowej sytuacji odnajduję. 

Jednak DLA, kurwa, RÓWNOWAGI, zepsuł mi się samochód. Koszt naprawy: 2 koła. 
Żebym nie oszalała ze szczęścia, prawda. 

Zasrany balans....
środa, 28 grudnia 2011
Podsumowanie 2011
Koniec roku to czas podsumowań, niech się więc stanie, co stać się musi.

Moimi postanowieniami na 2011 było to, że będę się pilnie uczyć niemieckiego, co wyszło mi raczej dupiato, tak na lichą trójkę z minusem oraz to, że przeczytam 4 książki po angielsku każdego roku, ażeby się całkiem nie uwstecznić, co poszło mi ładnie :) 

Czyli bilans postanowień noworocznych jest na 0:)

Co jeszcze fajnego się w tym roku zadziało?

1. Rok zaczął się wyjątkowo dobrze - udało mi się zestrzelić flaszkę od wódki z wiatrówki, a był to mój pierwszy raz (o wiatrówce mówię, nie o wódce, rzecz jasna :)
2. Trzeci raz w mym życiu pełniłam rolę ślubnego fotografa, foty się państwu młodemu podobały, a i ja się fajnie bawiłam.
3. Kupiłam sobie tele, którego od dawna pragnęłam i między innymi przy fotach ślubnych go wykorzystałam.
4. Po 15 latach! wymieniłam sobie do buty do biegania i nawet mi się udało w tych nowych nieco pobiegać (oczywiście gdzie mi do maratończyka Jakuba, ale dobra :)
5. Udało mi się zorganizować od pradawien siedzące w mojej głowie Surprise Birthday Party na 40-tkę mego Męża, które to przedsięwzięcie wyszło o wiele lepiej niż bym sobie to mogła wymarzyć :). Oczywiście nie tylko moja w tym zasługa, z 90 % oklasków należy się zaproszonym ludziom, bowiem ja spełniłam tylko me statutowe zadanie (planowanie:), w każdym razie wyszło w deskę :)
6. Przyjechał do mnie Ed z Rio de Janeiro i najlepsze było to, że mimo tego, że ostatni raz wiedzieliśmy się 8 lat temu, że dzieli na 10 000 km oraz 20 lat różnicy wieku okazało się, że świetnie nam się gada i mieszka i uważam to wydarzenie, za jedne z cudowniejszych tego roku:)
7. Ja także otrzymałam surprise'a w postaci wyjazdu do Wojciecha Zdroju, którym to wypadem mogłyśmy się z Ulą delektować dzięki naszym Mężom :)
8. Zrobiłam sobie w końcu koronę na ząb, z którym to tematem się chwilę bujałam, ale sprawa zakończona i klepię się za to po plecach. 
9. Założyłam sobie photoblog, którego mieć pragnęłam i jestem z tego powodu szczęśliwa :). National Geographic ani Vouge nie zaprosiły mnie jeszcze, co prawda, do współpracy, ale dam im jeszcze chwilę :)
10. Udało mi się przetrwać w pracy pół roku bez Haliny i dałam radę, nie cię nie zawaliło i nic nie wybuchło. Klepię się po plecach po raz wtóry. 

Teraz - szybko - ordery za 2011: 

1. dla mojego Męża -> bo wciąż ze mną wytrzymuje, a lekko nie ma:)
2. dla Oluty -> za najwzorowsze odpisywanie na listy a potem maile od co najmniej 10 lat
3. dla Sąsiadów -> za bycie cudownymi sąsiadami :)
4. dla Marcina -> za podjęcie się i realizację mega wymagającego zadania
5. dla kolegi Tomka -> za udostępnienie bazy wypadowej i goszczenie nas tamże:)
6. dla jednego dalszego Sąsiada -> za ukrywanie dobrego serca za wzrostem, brodą i słowem 'spierdalaj':)
7. Dla Piotrka J. -> za wiecznie uśmiechniętą paszczę i miliard realizowanych/planowanych projektów na sekundę
8. Dla Skiewy -> żeby pamiętał, że to JA, nie mój Mąż (mimo posiadania wspólnego teścia :), jestem osobą, którą powinien darzyć uczuciem
9. Dla Mojej Małej Wzrostem ale Wielkiej Duchem Koleżanki za słuszną, międzynarodową walkę :) 

Nagrody oświatowo-kulturalne za 2011 otrzymują: 

Książka: James Frey 'Milion Małych Kawałków'
Film: 'Sala Samobójców' w reżyserii Jana Komasy
Koncert: Maleńczuk "Psychodancing'

MOJE Cudowności 2011:

Perfumki: Lola by Marc Jacobs
Telefon: Nokia C3
Program: Polaroid Image Maker

Plakietkę GÓWNO ROKU otrzymuje Japońska Skośna Firma.
Za całokształt.

Dziękuję za uwagę i życzę Wszystkim szampańskiej zabawy sylwestrowej gdziekolwiek będziecie. 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
Liczba odwiedzających: