O wszystkim, z niewielką dozą jadu
środa, 17 stycznia 2018
Harry Potter i Więzień Azabanu - J.K. Rowling

450 stron

Książka jest z biblioteki szczecińskiej.

Jeszcze nie minął pierwszy tydzień ferii, a tu proszsz, Harry trójka odfajkowany. Czwórka już kupiona, ale zła wieść jest taka, że pojutrze Syn na tydzień wybywa i nam ją zabierze, gdyż ją czyta. Dramat.

Harrego dokończyłam dziś w samochodzie, bardzo lubię to, że w dalsze trasy jeździmy samochodem mężowym i że on kieruje, bo my z Synem możemy wtedy czytać :) Znam wielu ludzi, którzy mówią, że nie przeczytali w samochodzie ani litery, bo zaraz rzygają. Może muszą zacząć czytać Harrego, czy coś :)

Do rzeczy: w tym odcinku poznajemy ojca chrzestnego Harrego oraz wyjaśnia się kilka historii, które do tej pory były nieco niejasne. Hermiona uczęszcza na kilka zajęć jednocześnie, a jak to jest możliwe, również się wyjaśnia. Mamy też nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, bo poprzedniego, na szczęście, mamy już za sobą. Pojawiają się tu również dementorzy, którzy wysysają z ludzi/czarodziejów całą radość i szczęście. (Mam wrażenie, że ich pole działania jest szersze niż Hogwart, sama znam kilku osobiście, mieszkają nieopodal ;). No i jest nowa miotła Harrego, Błyskawica, mercedes wśród mioteł. Jest jeszcze finał Quidditcha i przygody związane z Mapą Huncwotów, ale nie będę zdradzać wszystkich tajemnic, bo a nuż ktoś jest w połowie i mnie zatłucze ;).

Jeszcze raz powtarzam - Harry - warto :)

sobota, 13 stycznia 2018
Harry Potter i Komnata Tajemnic - J.K. Rowling

356 stron

Książka jest ze szczecińskiej biblioteki.

Jak łatwo było przewidzieć, Kronikę Ptaka Nakręcacza doczytałam póki co do strony setnej, natomiast Harry poleciał cały :). Co gorsza, mamy jeszcze z Biblioteki III oraz nabytą IV, więc wiadomo, że z czytaniem innych pozycji może być różnie ;).

Pani Rowling ma talent do wymyślania historii oraz do przenoszenia różnych zachowań dorosłych do świata dzieci i czarnej magii.

W części II mamy, na przykład, wykładowcę Lockharta, przykład celebryty-kretyna, który potrafi się głównie stroić i pierdolić, czego to on nie zrobił (chociaż w rzeczywistości jego dokonania to wielkie gówno:). Jest uroczy Draco Malfoy (zawód syn), który istnieje głównie z powodu posiadania wpływowego tatusia, o uroczym imieniu Lucjusz (chujek i krętacz), jeden i drugi ciągną do złego jak muchy do lepu.

Na szczęście są też prawdziwi przyjaciele (Hermiona, Ron, Hagrid) i prawdziwe przyjaźnie, które działają choćby nie wiem co. Są też cudowni, prawi ludzie, którzy nie zachowują się jak chorągiewka, można na nich liczyć zawsze, w komplecie z ich kulturą osobistą. Miło :)

W tej części trzeba zawalczyć z mieszkańcem Tajemnej Komnaty. Jednak wcale nie tak łatwo do niej wejść, chociaż, jak się okazuje, wejście wcale nie było schowane. Trzeba jednak znać kod, czyli JĘZYK otwierający tajne wrota. Po otwarciu owych można spotkać nowe i stare potwory, z jednymi i drugimi trzeba walczyć. 

Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Zwłaszcza tym, z błyskawicą na czole :)

Hokus-pokus :)

Przez naszego Syna, rodzina została opętana czytaniem Harrego Pottera.

Tego dnia Mąż miał w planie lekarza, a przewidując, że spędzi w kolejce ze 14 godzin, zabrał książkę ze sobą - był akurat w trakcie czytania III części.

U lekarza czekał, o dziwo, krótko, więc nie poczytał, za tu ugrzęzł w kolejce do kasy, w klepie, do którego udał się po lekarzu.

Stał więc na końcu i czytał. Nagle usłyszał dzwonek, czyli znak, że kolejna kasa zostanie otwarta.

Wszyscy ludzie pobiegli gdzie indzej, a on do kasy numer 4, gdyż ta była najbliżej i mógł od niej dosunąć nie przerywając czytania.

Pani kasjerka przyszła i otworzyła kasę numer 4. Spojrzała na niego, czyli jedyną osobę przy tej kasie mówi:

- Skąd pan wiedział, że czwórka?

- Nie wiedziałam - zeznał Mąż zgodnie z prawdą.

Wtedy wzrok pani padł na ksiażkę, którą Mąż trzymał w ręce i sprawa, zdaje się, stała się dla niej jasna:

- Co, czarodziej?

 

:) 

Jak tak dalej pójdzie, trzeba mu będzie kupić różdżkę ;)

poniedziałek, 01 stycznia 2018
Noworoczna przygoda z dreszczykiem

Dziś mieliśmy taką przygodę, że nie wiem jak to odczytać: czy, że złego licho nie bierze, czy, że ktoś/coś gdzieś za nas trzyma kciuki.

Wracaliśmy sobie od Teściowej I, czyli ze Szczecina. Jakieś 40 km od domu, mknęliśmy główną i nagle, kątem oka (kierował mój Mąż) zobaczyliśmy na podporządkowanej samochód, pędzący w naszą stroną. Ostatnią myśl PRZED, którą pamiętam, brzmiała: 'ale on zapierdala'.

Kolejną rzeczą, gdy otworzyłam oczy był fakt, że stoimy, że był straszny trzask i że wystrzeliły wszystkie możliwe poduchy.

Zapytaliśmy siebie i Syna czy wszystko ok - i, co ciekawe - było.

Okazało się, że obróciło nas o 180 stopni, a w samochodzie jest pełno dymu. 

Syn mówił, że musi wysiąść, jakiś facet otworzył drzwi i zapytał, czy z nami wszystko ok. W ręku miał telefon, dzwonił na policję/pogotowie.

Gdy wysiedliśmy, okazało się, że przód jest cały skasowany, że samochód zaczyna się w zasadzie tam, gdzie koło. 

Nam się NIC nie stało.

Nie licząc stłuczonych rąk (Męża - lewa, moja - prawa) wyszliśmy z tego praktycznie bez szwanku.

Noworoczny cud?

Ostrzeżenie czy nagroda? :)

Harry Potter i Kamień Filozoficzny - J.K. Rowling

321 stron

Książka należy do mojego Syna - dostał ją na Mikołaja (od nas) w zeszłym roku i wył, że 'nie lubi Harrego Pottera'.

A mnie się wydawało, że to musi być fajna opowieść i jeszcze taaak ładnie wydana. 

No nic, przeleżała ROK! i przed wyjazdem na Sylwestra Syn nie miał co czytać i raczył wziąć ją pod uwagę. 

29/12 w Szczecinie lecieliśmy po tomy II i III, II już przeczytany, III się czyta :).

 

Kupując Synowi Harrego miałam taki pomysł, że przeczytam serię i ja. Jest to książka dla dzieci, więc nie oczekiwałam za wiele. TA! - zaczęłam ją czytać 31/21 w południe, dziś w samochodzie skończyłam (spokojnie, nie byłam kierowcą:).

BARDZO fajna opowieść, ciekawa i z dreszczykiem i z wieloma zagadkami. Fajnie jest od czasu przeczytać mądrą bajkę, gdzie są czary, gdzie dobro zwycięża i gdzie sowy robią za whatsup'a :).

No i ten Harry przecież, wyciągnięty z domu wstrętnych mugoli, a potem - mistrz Quidditch'a i syn wielkich czarodziejów z super mocą. 

Świetna książka, dla dużych i małych.

Niech no skończę z 'Kroniką Ptaka Nakręcacza', a ruszę z kolejnymi częściami :).

niedziela, 31 grudnia 2017
Behawiorysta - Remigiusz Mróz

485 stron

Książkę pożyczyłam od Moniki i Olka.

Jest to dwudziesta ósma książka w tym roku, i chyba ostatnia, bo, co prawda, zaczęłam I tom Harrego Pottera, ale raczej go dziś nie skończę :).

 

Jest to, oczywiście, kryminał, od których miałam sobie zrobić przerwę, ale idzie mi to dość słabo, bo oprócz tego pożyczyłam sobie dwa od koleżanki i na gwiazdkę dostałam kolejne dwa. Jenak, na dowód, że proces DEKRYMINALIZACJI jednak trwa, wypożyczyłam sobie 'Kronikę Ptaka Nakręcacza' Murakamiego. No i Harry Potter też nie jest kryminałem :). 

'Behawiorysta' jest o tym, że facet morduje ludzi, co nie jest szczególnie zaskakujące w przypadku kryminału, jednak sposób jest zgoła unikalny: facet wybiera sobie co najmniej dwie ofiary, a o tym kto zginie decyduje szeroko pojęte społeczeństwo. Podczas każdego Koncertu Krwi Kompozytor podaje kilka informacji o każdej z ofiar, na przykład, że młody mężczyzna jest mordercą i ma kogoś na sumieniu, ale o zakończeniu procesu resocjalizacji może stać się wspaniałym człowiekiem. Cała akcja odbywa się w sieci, gdzie również odbywa się głosowanie i 'zwycięzca' odchodzi na zawsze. 

Policja natychmiast bierze się do poszukiwań chłopa, co niestety nie jest łatwe, w związku z czym decydują się nawet na pomoc Gerarda Edlinga, byłego prokuratora, eksperta w dziedzinie kinezyki, działu nauki zajmującego się badaniem komunikacji niewerbalnej. Edling jest w stanie trochę pomóc, aczkolwiek też bez szału. Kiedy jednak dochodzi do konfrontacji jeden na jeden okazuje się, że Kompozytor uczęszczał na wykłady Edlinga i uważa go za równego sobie przeciwnika. Akcja zaczyna przyspieszać. 

O ile do połowy akcja lekko się rozwlekła, tak po połowie przyspieszyła, a już końcówka rzuca na kolana. Dobra historia i dobra intryga. Polecam :)

I życzę wszystkim Czytaczom i Nie-Czytaczom szczęśliwego Nowego Roku :)

poniedziałek, 25 grudnia 2017
Norwegian Wood - Haruki Murakami

470 stron

Książkę pożyczyłam od Moniki i Olka

Najbardziej lubię takie dni, kiedy nie muszę wstawać na dźwięk budzika. A że mój budzik dzwoni w tygodniu o 5:45, kiedy zdarzają się dni jak dziś, że wstaję o 9:30 oraz wiem, że po śniadaniu będę mogła w spokoju czytać książkę, jestem najszczęśliwsza na świecie :).

Do rzeczy: do tej pory czytałam tylko jedna książkę Murakamiego - o bieganiu, która zresztą bardzo mi się podobała. Od dawna chciałam przeczytać jakąś inną, 'prawdziwą' jego książkę żeby zobaczyć czy mi się spodoba - i - ta daam - Olek i Monika mieli 'Norwgian Wood' - to capnęłam :).

R. ostrzegała mnie przed Murakamim, że jest zboczony (zaiste, potwierdzam), do tego książka jest konkretnie popaprana, o popapranych ludziach, co mnie jednak nie zniechęciło, gdyż przez szereg lat mego życia czytałam głównie takie (co widać, zaraz ktoś powie ;). 

Historia dzieje się w Japonii, w latach sześćdziesiątych i jest o tym, że jest sobie koleś, imieniem Watanabe. Watanabe miał przyjaciela, Kizukiego, ale Kizuki popełnił samobójstwo i, niejako w spadku po nim, została mu dziewczyna Kizukiego, czyli Naoko. I Watanabe i Naoko średnio sobie poradzili ze śmiercią przyjaciela/chłopaka i, o ile Watanabe twardo stąpa po ziemi i jest w stanie funkcjonować w społeczeństwie, tak Naoko nie bardzo się to udaje i trafia do ośrodka terapeutycznego. W tym ośrodku Naoko opiekuje się Reiko, również nie bardzo ogarnięta życiowo, a w Tokio, do Watanabego przystawia się panienka Midori, zwolenniczka niezależności i swobody seksualnej. Więc nudy nie ma :)

Czyta się to jednak bardzo dobrze i jak człowiek przywyknie, że co 2 strony ktoś z wyżej wymienionych osób kogoś bzyka, to całkiem przyjemna lektura. Mimo wszystko, jet w tej książce dużo spokoju. 

Zaraz zabieram się za 'Purezento' Batorowej, które dostałam na gwiazdkę, które też jest w japońskich klimatach.

No no, jak tak dalej pójdzie, to sobie Toyotę kupię ;) (never :)

czwartek, 21 grudnia 2017
Pułapka

Background do tej historii jest taki, że uczę się niemieckiego od kilku lat, ALE niezbyt pilnie - to raz, i tylko godzinę w tygodniu - to dwa.

Te czynniki (zwłaszcza pierwszy) są świetnie odzwierciedlone w moim posługiwaniu się tym językiem.

O ile jeszcze pisane przeze mnie maile mogą zdawać się górnolotne i hoch Deutsch, tak przy gadaniu czar pryska natychmiast, bo jak się gada, nie można sprawdzać słów słowniku:).

Takie są fakty, teraz historia właściwa:

W pracy mamy godzinną przerwę, czyli lunch, w czasie której biegam (dzięki czemu mam u niektórych pracowników opinię zdrowo pierdolniętej, na co aż tak bardzo nie zważam:). Wracam więc - czerwona, zdyszana - wiadomo - odbieram na bramie klucze i kartę i w okienku widzę 3 głowy panów portierów:

- O! Pani Asia mówi po niemiecku! Pani Asiu, przetłumaczy pani?

- Yyyy, dobrze, ale co - pytam ostrożnie, w razie, gdyby mieli w zanadrzu 12-stronicową umowę spółki.

- Trzeba powiedzieć, że dyrektora nie ma i że będzie za pół godziny.

Uff.

Przetłumaczyłam, pan zrozumiał i zapytał czy ma zostawić samochód na zenątrz, czy może wjechać na teren, co zrozumiałam (wow:), i odpowiedziałam, że może wjechać.

Chyba złożę papiery na germanistykę w takim razie :)

środa, 20 grudnia 2017
Idą święta, czyli double impact

W zeszłą sobotę, po jakiś 4? latach współpracy pożegnałam mojego biegowego garmina, który odszedł, gdyż się skończył.

Po naładowaniu trzymał moc przez około 3h, oczywiście tylko będąc włączonym, żadnego mierzenia.

Pokusiłam się jeszcze o zakup nowej baterii, która to opcja nie przyniosła nic nowego, poszedł więc do śmieci razem z ową baterią.

 

Wyrzuciłam go przeto i myślałam, że to koniec, ale przecież, jak wiemy, kiedy psują się urządzenia, to NIGDY solo. To się zawsze dzieje, kurwa, w duecie.

Zapomniałam jednak o tym kompletnie i dopiero kiedy płyn do serwo mi wyciekł i wspomaganie w samochodzie siadło, wiedziałam, że nastąpiła pełnia. Może nie szczęścia, ale jednak.

Idą święta, więc trzeba się doszukiwać pozytywnych stron gównianych wydarzeń, więc tak:

1) ponieważ jest zimno i zawsze biegam w bluzie, mogę latać z telefonem póki co; 

2) po dolaniu płynu wspomaganie zaczęło działać, co znaczy, że nie zajechałam pompy, a, jak wiadomo, mam ja dar do zacierania różnych rzeczy w samochodzie i nawet silnik mi nie straszny. 

Więc Merry Christmas Everyone :)

sobota, 16 grudnia 2017
Siedem sióstr - Lucinda Riley

540 stron

Książkę pożyczyła mi pani od niemca

Generalnie zabrałam się za 'Norwegian Wood' Murakamiego, którą czyta mi się bardzo dobrze. Wtem, 7 grudnia pani z niemca przyniosła na lekcję książkę i rzekła: 

- Pani Joanno, kupiłam dla mojej siostry znad morza, jak pani do za tydzień przeczyta, proszę brać.

Spojrzałam na grubość książki, oraz na fakt, że w piątek idę tańczyć i na pewno nie wrócę przed północą oraz, że w niedzielę odwiedzam znajomych i doszłam do wniosku, że nie zdążę.

- Dobra, pani Joanno, ostatni raz będę na zajęciach dwudziestego.

Przeto ruszyłam z kopyta i dziś skończyłam :)

Jest to nieco romansidłowa pozycja, ale czyta się ją nadzwyczaj dobrze, klimat trochę podobny do 'Cienia Wiatru' Zafona. Akcja dzieje się trochę w Genewie, trochę w Paryżu, ale przede wszystkim w Rio do Janeiro i to w okresie, kiedy stawiają Cristo na górze Corcovado, więc oprócz wątków typu, że on jej spogląda w oczy, a ona omdlewa z zachwytu, jest trochę historii i trochę zagadek (Harry Hole by je rach ciach rozwiązał, ale tu nie wszystko idzie tak sprawnie ;), pewnie przez to spoglądanie w oczy).

Jest to historia sześciu adoptowanych sióstr, którym umiera ojciec (Pa Salt) i każdej zostawia list. Mai (bohaterka tej części) zostawia jeszcze prezencik, dzięki któremu będzie mogła zacząć poszukiwanie swoich korzeni. Oprócz listów zostawia im też rzeźbę, której fragment stanowi strefa armilarna, czyli obręcze ze współrzędnymi, przy pomocy której starożytni Grecy określali pozycję gwiazd, a w ciągu dnia - czas. Dla Mai miejsce przez nie wyznaczone to Rio de Janiro. 

Lekka dobra książka na zimowe wieczory, w kilka z nich spokojnie można ją pochłonąć.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 96
Liczba odwiedzających: